How litter I was delivered- catbirth coverage :)

Yesterday right before 6:00 p.m. everything started! Phone call from huby, that Whisper probably starts. Last patients at the clinic, I finish taking them, get my keys, drive home. On my way few more calls from husband. My car cannot fly, can’t jump over the red lights. Helenka in her carruer on a passanger seat doesn’t really get it. She meows complaining she didn’t get her standard snck before we left.

I burst in home, luckily I made it. Whisper waters broke, but kittens don’t hurry to come out to the world. We even got sanitary pads ready, prepared earlier instruments and threads to tie the umbilical cords, towels and a bag for used things.

First kitten let us know he will come out when he wants and for our preparations he doesn’t give a… He was born Urodził się w przodowaniu pośladkowym – pierwsze co zobaczyliśmy to ogon i tylna łapka. Całe 91 gramów – oczywiście chłopak 😉 Drugie maleństwo również pokazało się od tej strony – kolejny kocurek, 93 gramy. Od pierwszej chwili piszczy w niebogłosy. Tomek intensywnie wyciera maluchy miękkim ręcznikiem, by je wysuszyć, wymasować i pobudzić krążenie.

Chwilę zajęło Whisper ogarnięcie swoich dzieci, zanim zaczęła się spinać przy kolejnym. Spokojnie, mamy czas. Pępowiny podwiązane, pierwsze łożysko zjedzone, drugie zabrane. U Łysej znowu napięte łapki, rozczapieżone palce – idzie następne, tym razem kotka. Whisper zaczęła ją intensywnie lizać, zdążyłam zacisnąć pępowinę, zanim ją odgryzła – łożysko zostało w środku. Na szczęście wyszło przed kolejnym maluchem. Czwarty kociak nieco mniejszy od pozostałych. Waga kuchenna, przyznaje nam rację – 77 gramów. Połowa za nami, ale Whisper nie robi sobie przerwy. Hop i już wyskoczyła kolejna kotka. Wydaje mi się, że nie nadążam z podwiązywaniem pępowin, ale na szczęście tylko mi się wydaje. Dokładne wytarcie pyszczka z wód płodowych, wymasowanie ręcznikiem i malutka jest już przy mamie. Waży 86 gramów.

Whisper znów się napina, ale widzimy tylko ogonek i kawałek łapki. Widać, że kotka ma trochę problem z urodzeniem tego malucha. Cały czas do niej mówimy, głaszczemy, w końcu jednak postanawiam trochę jej pomóc. Udaje się, przytrzymanie i lekkie pociągnięcie w tym samym rytmie ze skurczami Łysej i już mamy kolejnego chłopaka. Po ogarnięciu pępowiny, wytarciu i osuszeniu ważymy – 97 gramów. Największy z całej ferajny, nic dziwnego, ze miała biedna problem.

Wszystkie szkraby ogarnięte, biorę się za omacywanie brzuszka Whsiper. Zgodnie z podejrzeniami został jeszcze jeden kociak. Tym razem gładko poszło. Może dlatego, że dziewczynka ma tylko 66 gramów. Trzeba będzie jej szczególnie pilnować przy karmieniu, żeby nadgoniła.

Uff… chyba już po wszystkim. Niecałe trzy godziny i poród zakończony. Zegar wskazuje kilka minut po dwudziestej. Pozostaje jeszcze nocne czuwanie, żeby maluchy znalazły drogę do sutków, te najmniejsze też miały szansę się najeść i żeby zmęczona Whisper żadnego nie przygniotła przez przypadek. Maluchy zaraz po porodzie pachną jak wafle andruty (przynajmniej nam tak się wydaje), więc leżenie z glową w kocim legowisku zapewnia bodźce nie tylko wzrokowe 🙂

P.S. Zdjęcia są już z kolejnego dnia. W chwili porodu maluchy nie są takie bialutkie i puchate. Dopiero jak mam je wymyje i wysuszy zaczynają “ładnieć”. Chociaż dla nas i tak są piekne od pierwszej chwili 🙂