Świąteczna kocia zabawa
Kociaki z miotu G oczywiście nie mogły doczekać się Wigilii. Po pierwsze dlatego, że mogły się bezkarnie objadać mięskiem z kurczaka, krabów, krewetkami, tuńczykiem, a nawet kurzą wątróbką. Nie obyło się też bez kocich “cukierków” z suszonego mięska, które maluchy goniły z radością po podłodze. Taka kocia zabawa w pogoń za smakołykiem rzuconym gdzieś przez człowieka, to doskonały sposób na nudę. Koty mają możliwość skorzystać ze swoich instynktów łowczych próbując złapać przysmak, śledząc gdzie może upaść, a czasem nawet mogą sprawdzić swoje zdolności tropienia, jeśli “zwierzyna” gdzieś się schowa. Jest zadanie do wykonania, jest nagroda – z takiej zabawy można korzystać nie tylko w Święta, ale także na co dzień. Sprawia to kotom nie lada frajdę, tym bardziej, że wszystkie “trudy” oczywiście wynagradza znaleziony smakołyk.
Drugim powodem, dlaczego Giulietta, Gizmo i Gandalf nie mogli się doczekać Świąt, to oczywiście prezenty, które czekały na nie pod choinką. Mikołaj oczywiście wykorzystał czas, kiedy koty zajęte były swoją ucztą wigilijną, by zostawić dla nich mały pakunek. Maluchy całą swoją uwagę skupiły na jedzeniu i nawet nie zauważyły, że pod drzewkiem przybyło prezentów. Ba, nawet nie zauważyły, że Mikołaj był u nas w domu.
Kiedy przyszła kolej na odpakowywanie prezentów kociaki były zbyt zmęczone zabawą i zbyt rozleniwione po jedzeniu, by chociaż udawać, że pomagają. Jednak kiedy pudełko dla nich zostało otwarte, okazały w końcu trochę zainteresowania.
Początkowo wszystko wyglądało jak tor wyścigowy i chociaż kociaki lubią gonić za zabawkami, to jednak nie powinny bawić się samochodzikami. Jednak szybko okazało się, że to bardziej nietypowa zabawka. Po zamontowaniu pierwszych części i ułożeniu toru w jedną całość, nadszedł czas na specjalne “osłonki”, które zabezpieczały trasę na całym przebiegu. Ale na co kotom pusty tor? Na szczęście Gandalf był czujny i zauważył, że podczas wypakowywania elementów coś jeszcze wypadło z pudełka i potoczyło się do kanapy. Okazało się, że to mała zielono-żółta piłeczka. Kiedy Gandalf poszedł by sprawdzić, czy jest cała, kuleczka nagle zaczęła błyskać czerwonym światełkiem, co jeszcze bardziej zainteresowało kotka.
Piłeczka oczywiście była brakującym elementem zabawki, a kiedy włożyliśmy ją na tor i założyliśmy ostatnią osłonkę – zabawka była kompletna.
Maluchy teraz już całkowicie zaabsorbowane swoim prezentem zastanawiały się teraz jak wyjąć mrugającą na czerwono kuleczkę. Próbowały sięgnąć ją łapką przez szczelinę, ale piłeczka toczyła się tylko dalej. Im mocniej chciały ją złapać, tym więcej okrążeń wykonywała. Kiedy na chwileczkę gasła, wystarczyło trącić ją łapką, by znów rozpoczęła wyścig z maluchami po torze.
Zdążyliśmy wszyscy dokończyć kolację wigilijną, rozpakować swoje prezenty spod choinki, a kociaki dalej goniły się z kuleczką na torze. Kocia zabawa prezentem okazała się tak ciekawa, że nie poszły spać, dopóki już zupełnie nie opadały z sił. Kolejnego dnia zaraz po śniadaniu poszły znów zobaczyć czy uda się złapać piłeczkę. Oczywiście kazały serdecznie podziękować Mikołajowi za tak ciekawy prezent i szybko wróciły do zabawy.
P.S.
Był to chyba pierwszy raz, kiedy zawartość kartonu z zabawką okazała się dużo bardziej wciągająca niż sam karton. A znając upodobania i zwyczaje wszystkich kotów na świecie – które przecież uwielbiają wszelkie pudła – był to ewenement na ogromną skalę 😉








