Mały update
Ostatnio niewiele było czasu na pisanie. Trochę własnych problemów ze zdrowiem, kocioł w pracy (m.in. przez koniec roku szkolnego) i jakoś nie bardzo udało się uaktualniać stronę. A trochę się u nas działo.
Starszaki z miotu N mają już za sobą dwa szczepienia i zabiegi kastracji. Ostatniego dnia czerwca Newton i Neo pięknie i bezproblemowo przeszli swoje zabiegi w Gabinecie Leśnym, gdzie pracuję. Wszystko poszło szybko i po niecałej godzinie obaj chłopacy byli wybudzeni i gotowi do powrotu do domu. Nawet nie zauważyli za bardzo, że czegoś im ubyło.
W ostatnią środę również Nutella miała kastrację. Ze względu na konieczność dłuższego zabiegu niż w przypadku jej braci, skorzystaliśmy z pomocy w Przychodni Weterynaryjnej Sowa w Solcu Kujawskim, gdzie mogłam skorzystać ze znieczulenia wziewnego przeprowadzając cały zabieg. Tutaj też bez niespodzianek i już po półtorej godzinie od przyjazdu do lecznicy, byliśmy w drodze powrotnej do domu z Nutelką, która za wszelką cenę chciała wyjść z transporterka. Na razie kotka biega jeszcze w ubranku, żeby ranka po kastracji mogła się szybko i bez komplikacji zagoić. Z resztą wcale jej to nie przeszkadza, bo śmiga jakby nic na sobie nie miała. Może jest dodatkową atrakcją dla pozostałych kotów, bo ubranko ma sznureczki do wiązania, które są przecież świetną zabawką 😉
Maluchy z miotu O mają już za sobą odrobaczenia i od niedzieli także drugie szczepienie na choroby zakaźne. Starszemu „rodzeństwu” nie ustępują już praktycznie w niczym poza rozmiarem. Tak samo włażą wszędzie, na najwyższe półki w kocim pokoju i na drapaku. Razem z Neo, Newtonem i Nutelką biegają czasem jak szalone, albo „ćwiczą się” w zapasach.
Już niedługo – po 22 lipca kociaki z miotu N będą pomału wyjeżdżać do nowych domów. Czas niestety szybko płynie, a one tak szybko rosną… i coraz więcej broją 😉 Czasem mam przez to mieszane uczucia i bywa, że tęsknię do chwili kiedy kuwety sprząta się raz dziennie, a jak posprzątam dom to chociaż następnego dnia jeszcze widać, że coś robiłam. Ale to są takie momenty słabości. Na razie łapiemy każdą chwilę, by jeszcze się maluchami nacieszyć, póki są z nami. Bywa, że zamiast robić zdjęcia po prostu się z nimi bawimy, albo nie możemy wstać, bo koty na nas leżą 😉 Ostatnio jednak udało się wynaleźć dodatkową chwilę, żeby jednak złapać za aparat. Efekty pracy w kolejnym poście, więc obserwujcie stronę 😉




