Świat bez…
Dwa tygodnie temu był czarny wtorek. Przynajmniej dla nas. I jak się później okazało był to dopiero bardzo zły początek. Poniedziałkowy wieczór nie zapowiadał, żeby miało się stać coś złego. Jak zwykle koty dostały kolację, Marceli i Pola mieli do schrupania sporą marchew, którą od razu obwąchały po włożeniu do klatki. Poszliśmy spać, bo wtorek miał zacząć się dla mnie zajęciami w szkole, potem popołudniowy dyżur w lecznicy, by zjechać do domu przed dziewiątą na kolejną kocio - króliczą kolację. Nie należymy do rannych ptaszków, więc poranki zazwyczaj przebiegają w pośpiechu - wstać,…Read more


