Zdrowie Whisper cz 3
Po laparotomii diagnostycznej, Whisper potrzebowała całego weekendu, by zacząć normalnie funkcjonować po narkozie. Na szczęście potem, bez problemu wróciła do swojego trybu życia, zabawy, jedzenia i towarzyszenia nam w codziennych zajęciach w domu. Biorąc pod uwagę rozległość zabiegu, pobranie próbek i wiek kotki (w kwietniu Whisper kończy 10 lat), byłam mile zaskoczona, że praktycznie nie było po niej widać żadnych problemów. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że okres rekonwalescencji będzie trwał dłużej, obawiałam komplikacji. A tu niespodzianka – moje lęki wynikające ze świadomości możliwych powikłań – nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości. Whisper po ogarnięciu się z narkozy, zachowywała się jak normalny, zdrowy kot. Goniła się z innymi futrzakami po domu, przynosiła zabawki do łóżka, piła wodę z kranu i żebrała o przysmaki.
Wyniki badania moczu przyszły stosunkowo szybko i poza stanem zapalnym, nie wskazywały na nic niepokojącego. Z uwagi na wynik i biopsję nerki, kotka dostawała osłonowo antybiotyk z grupy fluorochinolonów. Kontrolne badania parametrów nerkowych we krwi poprawiały się. Postanowiliśmy utrzymać antybiotyk do czasu powrotu kreatyniny i SDMA do normy. Czekaliśmy jeszcze na wyniki rozmazu krwi, który został wykonany przy okazji kontroli. Histopatologia wycinków i węzłów pobranych przy laparotomii wciąż była w toku.
Z uwagi na intensywny okres w pracy, udawało mi się oderwać myśli od zamartwiania się wynikiem jeszcze przez chwilę. Zakładałam, że dowiem się w poniedziałek. W sobotę, późnym wieczorem, znalazłam chwilę czasu na sprawdzenie maili i odpowiedzenie na wiadomości. Widząc w odebranych nagłówek Katedry Anatomii Patologicznej w Olsztynie, zamarłam na chwilę. Spojrzałam na siedzącego obok Tomka i z walącym sercem otworzyłam maila….
Z trudem przeczytałam wynik, bo głos mi się łapał już przy pierwszych słowach rozpoznania. Diagnoza brzmiała jak wyrok, w głowie huczało mi, że Whisper umiera, że będę musiała się z nią pożegnać. Nie wyobrażałam sobie eutanazji, przecież miała być ze mną jeszcze tyle lat… Byłam przerażona, spanikowana, smutna, zła, zdezorientowana…. Wiele myśli kotłowało mi się w głowie i nie wiedziałam co z nimi zrobić. Co dalej?…
Whisper nie jest jedynym kotem w naszym domu. Oprócz niej jest jeszcze czwórka futrzaków, prowadzimy hodowlę, a w tamtym momencie mieliśmy jeszcze pod opieką chłopaków z miotu T, którzy dopiero co skończyli miesiąc. Obawiałam się, że taka diagnoza oznacza dla nas koniec hodowli, że będziemy teraz musieli zrezygnować z dalszej pracy w tym zakresie. Czułam, że świat wali mi się na głowę, wszystko co osiągnęliśmy przez ostatnie 9 lat miałoby się skończyć z tym wynikiem.
Potem pamiętam tylko, że długo płakałam, ryczałam. Nawet moi rodzice zeszli zobaczyć co się stało zaalarmowani hałasem z dołu. Długo mi zajęło uspokojenie się do takiego stanu, że można było ze mną porozmawiać.
Do samego końca miałam nadzieję, że to tylko nieswoiste zapalenie jelit, jednak w głębi duszy czułam, że to nie będzie takie proste. Chłoniak, choroba nowotworowa brzmiał strasznie. Obawiałam się takiej diagnozy, jeszcze zanim przyszła. Dlatego czytałam wiele na temat samej choroby, jej rodzajów, leczenia itd. Chłoniak z limfocytów małych jest tą łagodniejszą formą, jednak nie jest to ostateczna diagnoza. Kolejnym etapem jest immunofenotypizacja, w celu oceny, z jakiego rodzaju limfocytów – T czy B – się wywodzi. Zostawiając próbki do badania, zaznaczyłam że w razie stwierdzenia chłoniaka, proszę o wykonanie dalszych badań. Niestety na ich wynik znów trzeba było czekać.
Wiedziałam, że zaśnięcie po takim rozpoznaniu będzie dla mnie bardzo trudne lub niemożliwe, bo będę rozmyślać nad dalszym postępowaniem. Część opiekunów, słysząc diagnozę – choroba nowotworowa, zaczyna żegnać się z pupilem i rozważa eutanazję. W przypadku niektórych nowotworów jest to uzasadnione. Biorąc pod uwagę stan i zachowanie Whisper – to nie była taka sytuacja. Nie zamierzałam poddawać się bez walki. Wiedziałam że zdecyduję się na chemioterapię, by spróbować przedłużyć jej życie. Jednak do tej pory miałam niewielkie doświadczenie w tym zakresie (również z powodów wymienionych wyżej – nie każdy opiekun się na to decyduje).
Postanowiłam skorzystać z bardzo pomocnej metody – konsultacji. Wcześniej umówiłam się z doktorem Bartłomiejem Hutnym, że będę się odzywać jeśli otrzymam takie rozpoznanie. Ostatecznie rozmowę na ten temat odbyłam z doktor Esterą – jego żoną. Państwo Hutni prowadzą wspólnie lecznicę weterynaryjną Vetspec Centrum Zdrowia Małych Zwierząt i specjalizują się właśnie w onkologii weterynaryjnej. Mimo późnej pory udało nam się ustalić początkową terapię dla Whisper, do czasu otrzymania ostatecznych wyników badań immunohistochemicznych.
Dzięki tej rozmowie również trochę się uspokoiłam, ponieważ okazuje się, że ten typ chłoniaka, przy braku zmian w badaniach krwi i objawów ogólnych, charakteryzuje się dobrą odpowiedzią na leczenie. Dodatkowo chemioterapia nie jest zbyt agresywna. U Whisper miała polegać na podawaniu chlorambucilu – leku przeciwnowotworowego – w odstępach 14 dniowych. Preparat nazywa się Leukeran i występuje w formie tabletek. Nie jest lekiem tanim, jednak przy powierzchni i masie ciała Whisper, jedno opakowanie powinno wystarczyć na całą terapię. Kotka powinna otrzymać 12 dawek leku, co przy ustalonych interwałach oznaczało 6 miesięczny okres leczenia. Z doktor Hutny ustaliłyśmy, że jeśli rozpoznanie wykaże chłoniaka z limfocytów B (to bardziej złośliwa forma), to rozważymy dołączenie dodatkowych leków. Biorąc jednak pod uwagę stan Whisper, jej wyniki dotychczasowych badań krwi, raczej liczyłyśmy na chłoniaka z limfocytów T w ostatecznej diagnozie. Przed wdrożeniem chemii Whisper miała jeszcze mieć wykonaną kontrolną morfologię, którą trzeba powtórzyć po podaniu pierwszej dawki, by określić wpływ leku na organizm kotki.
Dodatkowym zmartwieniem w związku z podawaniem chemioterapii, było ryzyko dla pozostałych zwierząt. Leki tego typu mogą mieć działanie uszkadzające dla płodu, co wykluczało ewentualne ciąże w okresie leczenia. To był moment, kiedy postanowiliśmy zawiesić hodowlę do czasu jego zakończenia. Zawiesić, a nie zakończyć pracę hodowlaną. Zapadła decyzja o zablokowaniu Helenki i Elmirki melatoniną (z uwagi na ryzyko powikłań i komplikacji w rozrodzie, nie jestem zwolenniczką blokad hormonalnych progesteronem). Pozostał jeszcze Cody, a na kocury ten rodzaj blokady nie działa jeśli chodzi o kwestie rozrodcze. Zdecydowaliśmy się na chip Suprelorin, który planowaliśmy usunąć po paru miesiącach (pozostawiony może utrzymać kastrację chemiczną do ponad 2 lat).
Pozostała jeszcze kwestia narażenia innych kotów na kontakt z chemią, którą miała otrzymać Whisper. Chlorambucil jest lekiem, który w znacznym stopniu wydala się ze śliną, głównie przez 2-3 dni od podania. Dodatkowo jego rozkład w otoczeniu może przyspieszać światło ultrafioletowe. Dzięki tej wiedzy od doktor Estery, mniej więcej wiedziałam jak dalej postępować. Koci pokój po raz kolejny okazał się przydatnym pomysłem, mogłam bowiem spokojnie odseparować Whisper na te 4 dni po podaniu chemii. Od razu zamówiłam też lampę UV, która miała służyć do dezynfekcji pomieszczenia, po wypuszczeniu kotki. Z uwagi na wydalanie leku ze śliną, wpadłam na pomysł, że przed dołączeniem Whisper do reszty kotów, będę ją kąpać. Koty spędzają ok. 5h dziennie na myciu się, więc z pewnością pozostałości chemii będą na sierści.
Dzięki wsparciu merytorycznemu i doświadczeniu doktor Estery, wiedziałam już nieco z czym się mierzę i jak się do tego przygotować. Byłam spokojniejsza, mając świadomość, że w razie potrzeby, nie jestem z tym sama. Udało mi się nawet zasnąć. Niestety, jak się potem okazało, w całym tym planie, pojawiły się komplikacje…
P.S. Więcej na temat chłoniaka przewodu pokarmowego u kotów znajdziecie w artykule na Kocim Weterynarzu







