Z wizytą u Karamby
W miniony weekend przy okazji wyjazdu na kongres Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt, miałam możliwość odwiedzić dwie nasze dziewczyny – Karambę i Matyldę. Dzisiaj opowiem co słychać u tej pierwszej, a w nadchodzących dniach dołączę relację z drugiej wizyty.
Kiedy dotarłam do Karamby i jej rodziny, kotka najpierw dokładnie obwąchała moje ręce, buty, torebkę i poświęciła dłuższą chwilę na sprawdzenie bransoletek. Trochę przy okazji pogadała po swojemu. Część z tych zapachów powinna być jej znana, ale doszło też kilka nowych, bo odkąd od nas wyjechała, pojawił się w hodowli Cody. Wydawało mi się, że coś kojarzyła i była nieco zdezorientowana. Dałam jej chwilę zanim na spokojnie postanowiłam pogłaskać. Później, jak rozmawialiśmy, dłuższą chwilę poświęciła wąchaniu mojego ubrania czy włosów. Kręciła się blisko po kanapie, od czasu do czasu dawała się zainteresować piórkami, które jej przywiozłam i próbowała na nie polować.
Karamba w nowej rodzinie z czasem zaczęła być nazywana Lucy i tak jej zostało. Przy miocie „L” sama zastanawiałam się nad tym imieniem, biorąc pod uwagę mój sentyment do powieść Lewisa Carolla „Opowieści z Narni”. Jednak ciężko mi było myśleć o niej inaczej, niż o Karambie. Trzeba się będzie z czasem przestawić.
Lucy przeprowadziła się do Łodzi w zeszłym roku i od tego czasu wyraźnie widać, że wydoroślała. Ma bardzo miłe w dotyku futerko, którego kolory są ładnie skontrastowane. Znaczenia w umaszczeniu seal są bardzo intensywne i dobrze widać odgraniczenie w miejscach, gdzie kończą się „point-y”. Karamba – Lucy – ma intensywnie niebieskie, duże oczy, które są nieco szerzej osadzone niż u wszystkich innych kociąt w naszej hodowli. To ją bardzo wyróżnia, bo jest pod tym względem niepodobna do swojej mamy Whisper.
Są jednak sprawy, w których nie można zaprzeczyć, gdzie się urodziła. Kiedy się z nią bawiłam podczas wizyty, zauważyłam podobne reakcje i gesty, jakie na co dzień widzę u Whisper. Lucy podobnie jak jej mama lubi też wspólne drzemki w ciągu dnia, kiedy może się bezkarnie przytulać do człowieka. W nocy również dotrzymuje towarzystwa swojej rodzinie. Tak samo jak jej mama nie budzi nikogo przed budzikiem, ale kiedy ten już zadzwoni, to także wstaje lub daje do zrozumienia, że czas zacząć dzień. I chociaż Whisper ostatnimi czasy nieco się rozleniwiła pod tym względem, to Lucy udało się uchronić właścicieli przed zaspaniem do pracy.
Karamba (trochę czasu minie zanim się przyzwyczaję, że teraz nazywa się inaczej) ma w sobie zamiłowanie do przysmaczków Cosma z suszonego mięska (którą wszystkie nasze kociaki wynoszą z hodowli). Szafka, gdzie są schowane nazywana jest przez rodzinę „ścianą płaczu”, bo kotka siada przed nią dopominając się o smakołyki lub po prostu siedzi przed nią i wymownie patrzy. Miałam okazję dać jej kilka przysmaczków, które wzięła od mnie podobnie, jak Elmirka czy Hela – przytrzymując mnie za rękę łapkami i ściągając kąsek do siebie.
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
Z ulubionych zabawek w hodowli pozostało upodobanie do piórek, chociaż czasem bardziej atrakcyjny jest drugi koniec wędki, gdzie nic nie ma oprócz patyczka. Dowiedziałam się też, że jak nikt nie patrzy, to Lucy lubi się bawić nakrętkami od butelek. Ale tylko jak nikt nie widzi, jak ktoś ją przyuważy, to przestaje 🙂 Uwielbia też patyczki do uszu, które wpycha pod dywanik w łazience w ramach zabawy. Dostałam również zdjęcia, które wyraźnie pokazują, że Lucy ma zamiłowanie do technologii (chociaż gry i filmiki dla kota na youtube niespecjalnie ją interesują).
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
- Karamba (vel Lucy) Viosna*PL
Upust energii i emocji Lucy może dać dzięki Jasiowi – synkowi właścicieli, który jest dla niej niczym rodzeństwo. Razem gonią się po domu, zaczepiają do zabawy i skarżą na siebie. Bo kotka jest ogromną gadułą, ma bogate kocie słownictwo i jest bardzo komunikatywna. Podobno wszyscy się dziwią, że kot może być aż tak rozmowny.
Karamba vel Lucy nie lubi za bardzo brania na ręce, ale zdarza jej się wskakiwać na plecy lub ręce. Miałam okazję się o tym przekonać, gdy zbierałam się do wyjścia. W przedpokoju jest bowiem wysoka szafka i kotka najprawdopodobniej chciała się na nią dostać. Spodziewałam się co się święci, bo tak samo zachowuje się Elmirka czy Whisper, kiedy chcą żeby je złapać i podnieść na drzwi w przedsionku. I podobnie jak one, Lucy wskoczyła mi na ręce. Wtedy akurat wykorzystałam tę okazję do zrobienia sobie wspólnego zdjęcia z kotką, ale po chwili podsadziłam ją też tam, gdzie chciała się dostać od początku.
Szkoda mi było się z nią żegnać i żal mi było, że Tomek nie mógł mi towarzyszyć, bo był z nią bardzo związany, gdy jeszcze była u nas. Mam jednak nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie i jeszcze będzie okazja się zobaczyć. Nie tylko z kotką, ale także z jej sympatyczną rodziną.
Jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować Małgosi i Piotrowi za zaproszenie, gościnę i fantastyczny dom dla Karamby-Lucy (przestawię się na nowe imię, obiecuję 🙂 )












