Relacja z Międzynarodowej Wystawy Kotów w Toruniu – luty 2018
Miesiąc temu byliśmy z Codym na Międzynarodowej Wystawie Kotów Rasowych w Toruniu. Trochę się obawialiśmy tego wyjazdu, z uwagi na kocięta, które w tamtym czasie miały zaledwie trzy tygodnie. Nie chcieliśmy przywieźć z wystawy jakiejś „niechcianej niespodzianki”. Zależało nam jednak, aby te mioty mogły już pochwalić się tatą Championem w swoim rodowodzie. Obiecaliśmy sobie zatem, że dołożymy wszelkich starań, by do minimum ograniczyć wszelkie ryzyko.
Na wystawie wykonywany jest przegląd weterynaryjny, wynajmowane klatki są wcześniej dezynfekowane, sędziowe i stewardzi dezynfekują również stoły i ręce między poszczególnymi kotami, by zmniejszyć ryzyko zakażenia. Jednak moim zdaniem, w pewnym stopniu ono zawsze istnieje.
Zatem przygotowanie Codzika do wystawy zaczęło się jeszcze długo zanim na nią wyjechaliśmy. Cody m.in. dostawał specjalny preparat podnoszący odporność i zmniejszający stres. Jak wiadomo, im silniejszy organizm, tym mniejsze ryzyko, że będzie podatny na obce drobnoustroje, a co za tym idzie, będzie mógł je również przenosić. O kocurka się aż tak nie martwiliśmy, bo jest dorosłym i silnym chłopakiem, ale w domu mieliśmy maluszki. Kocięta nie miały jeszcze wtedy miesiąca, więc nie dość, że nie był to czas na szczepienia, to ich układ odpornościowy wciąż się rozwijał i mógł sobie nie dać rady z drobnoustrojami, które dla dorosłych kotów nie stanowiłyby problemu.
Wiem, że nie niektórzy byli tym razem rozczarowani, bo nie wyjmowaliśmy Codzika z klatki, żeby mógł się na niej bawić i by można go było dokładniej obejrzeć. Niestety odwiedzający również mogą przenosić zarazki między klatkami i kotami na wystawie. Nasze koty – szczepione, w dobrej kondycji – jeszcze nigdy nie miały problemu po wystawie, nawet gdy były czasem pogłaskane przez obcych. Ale tak jak wspomniałam, nasze obawy dotyczyły naszych maleńkich kociąt.
Pierwszego dnia wystawy Cody był oceniany przez sędzinę Marinę Litvinę z Rosji. Kocurek był bardzo cierpliwy w czasie oceny i pozwolił sobie wszystko obejrzeć, omacać i dotknąć. Sędzia przyznała mu ocenę EX 1 – czyli doskonałą w klasie otwartej. Dzięki temu Codzik otrzymał swój trzeci i ostatni dyplom do tytułu Championa.
Po pierwszym dniu wystawy niestety musieliśmy naszego chłopaka odseparować od reszty kotów, by ograniczyć możliwość przeniesienia jakichkolwiek zarazków, z którymi mógł mieć kontakt na wystawie. Tutaj bardzo dużą zaletą okazał się koci pokój. Na co dzień jest to miejsce, gdzie koty mogą się wygodnie wyspać, ale także bawić, wspinać, wyszaleć na drapakach (o tym jeszcze napiszę). I tak jak zazwyczaj kocie pokoje pozostają otwarte, to tym razem możliwość ich zamknięcia i rozdzielenia kotów okazała się przydatna. Niestety mimo, że Cody bardzo lubi być w kocim pokoju, to nie za bardzo mu się spodobało oddzielenie od reszty „stada”. Na szczęście wskutek zmęczenia po emocjonującym dniu, albo dzięki suplementom z rumiankiem i tryptofanem – dosyć szybko poszedł spać.
Następnego dnia z samego rana podeszła do nas wycieczka uczniów z toruńskiego szkoły uczącej m.in. na kierunku technik weterynarii. Zostaliśmy poproszeni o opowiedzenie nieco o wystawach kotów i o rasie tajskiej. Po krótkim wprowadzeniu w tematykę oceniania, kategorii wystawowych i historii kotów tajskich, Codzik musiał się pokazać. Chociaż „z daleka” trzeba było na jego przykładzie omówić kolorystykę i cechy rasy. Szybko jednak wrócił do swojej klatki, żeby się za bardzo nie zestresował wystąpieniem przed szerszą publicznością.
Tym razem trafiliśmy do oceny u sędziego Krzysztofa Wycichowskiego, który dokładnie go obejrzał i opisał. Między innymi dlatego, by przekazać informacje o rasie pani Dorocie – uczennicy na sędziego felinologicznego. Cody już wcześniej był „kotem dydaktycznym” dla pani Magdy Światowiak, gdy zdawała egzamin sędziowski z kotów IV kategorii. Podobnie jak wtedy – kocurek był grzeczny i cierpliwy.
Tego dnia Cody dostał pierwszą doskonałą ocenę – Ex1 – do tytułu International Championa.
Przez całą wystawę Cody był grzeczny i cierpliwy. Nie zawsze mu się podobało, że cały czas musi siedzieć w klatce, więc czasem brałam go po prostu na ręce, żeby mógł się poprzytulać. Wszelkie pozowanie do zdjęć też odbywało się tylko na rękach, ale to mu chyba akurat nie robiło różnicy 🙂
- Cody na wystawie
- Cody na wystawie
- Cody na wystawie
Po drugim dniu wystawy czekało nas jeszcze sporo pracy po powrocie do domu. Wszystkie akcesoria używane w klatce trzeba było wydezynfekować, poduszki i wystrój klatki poszedł od razu do prania w proszku antybakteryjnym i antywirusowym, a miski do zmywarki. W tym czasie Cody siedział znowu odizolowany w kocim pokoju. Kiedy już uporaliśmy się ze sprzątaniem i praniem (również naszych rzeczy), przyszła pora na samego kota. Kiedy sami już się wykąpaliśmy, Cody dołączył do nas pod prysznicem i chcąc nie chcąc musiał dać się umyć specjalnym szamponem weterynaryjnym. Niespecjalnie mu się to podobało, chyba najmniej był zachwycony suszeniem, ale jakoś się udało. Na koniec zostało nam sprzątnięcie i wydezynfekowanie pokoju, w którym był wcześniej zamknięty.
Spać położyliśmy się dość późno, bo wszystkie wymienione zabiegi zajęły nam trochę czasu. Cody jeszcze potem przez tydzień dostawał suplementy podnoszące odporność.
Podsumowując, wystawa kosztowała nas sporo zachodu i już nawet nie wspominam o dojazdach i powrotach z Torunia do Bydgoszczy. Jednak z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie żałujemy. Udało nam się uniknąć jakichkolwiek problemów z maluszkami, które właśnie ukończyły siódmy tydzień, rozwijają się prawidłowo i są zdrowe. Cody już chyba zapomniał o wszelkich stresach, które miał w związku z ocenianiem, a jakiś czas temu dostaliśmy pocztą dyplom i pamiątkową rozetę, za przyznany mu tytuł Championa. Kociaki z miotów P i R będą pierwszymi, które będą miały w rodowodzie nie tylko utytułowane mamy, ale także tatę.









