Cody Fancy Diamonds*CZ

Od początku istnienia hodowli mieliśmy świadomość, że w pewnym momencie będziemy chcieli mieć własnego kocurka. Nie czuliśmy jednak presji by się z tym spieszyć. „Co nagle to po diable”, a na dobre rzeczy czasem warto poczekać i podjąć przemyślane decyzje. Hodowla działa dzięki innym hodowcom i ich wspaniałym kocurom. Dzięki tej współpracy nie musieliśmy jeszcze myśleć o własnym kocim chłopaku. Mogliśmy najpierw pouczyć się nieco o ocenie kotów pod kątem ich predyspozycji do hodowli (m.in. wyglądu i charakteru). Mieliśmy możliwość wychowywać kocięta po różnych kocurach i – dzięki pozostającym w kontakcie właścicielom – obserwować jak się rozwijają. Nauczyliśmy się, że nie ma czegoś takiego jak kot w 100% idealny (no może 99% by się znalazł 😛 ). Udało nam się wybrać dwie piękne i kochane kotki do pozostawienia w hodowli – Elmirkę i Helenkę. Obie dziewczyny radzą sobie całkiem nieźle na wystawach, o czym świadczyć mogą ich wyróżnienia i tytuły. W przypadku Elmirki są to także kocięta, które wyrastają na piękne, kochające i cierpliwe koty. Mimo to nie uważamy się za ekspertów w ocenie, jest wielu bardziej doświadczonych hodowców i sędziów, którzy nimi są.  Dla nas –  jak zawsze w życiu – jeszcze wiele do odkrycia w tej kwestii.

Jednak doszliśmy do wniosku, że nadszedł już czas, by powiększyć naszą kocią rodzinę o kolejnego członka. Tym bardziej, że zwiększyliśmy przestrzeń dla kotów w naszym domu. Już wcześniej trochę rozglądaliśmy się za odpowiednim „kandydatem” na ojca naszych przyszłych miotów. Nie było to łatwe, gdyż nasz plan hodowlany ma pewne założenia i czasami było to ograniczeniem. Zależało nam m.in. by w żyłach naszego nowego kociaka płynęła krew „starych” kotów tajskich. Dosłownie mówiąc – by miał w rodowodzie przodków pochodzących prosto z Tajlandii. A co za tym idzie – wniósł nieco „nowych” genów do europejskiej puli. No i oczywiście, żeby był również ładny, łagodny i przytulaśnie mruczący 😉

Po wielu miesiącach poszukiwań i analiz, udało się odnaleźć takiego kota. Okazało się, że nawet całkiem blisko. Zaledwie 700 km od nas.

W hodowli Fancy Diamonds*CZ w Czechach, u Jany i Petr’a urodził się w maju miot C. Rodzicami kociąt jest Fayniy FRAYER Royal Symphony pochodzący z Ukrainy i ABIGAIL Fancy Thai, której mama pochodzi z samej Tajladnii. Z pięciorga kociąt – 4 chłopców i dziewczynki – wybraliśmy kocurka do naszej hodowli. Został nim Cody Fancy Diamonds*CZ.

By oszczędzić maluchowi stresu na czas jazdy do Polski, postanowiliśmy się po niego wybrać osobiście. Chcieliśmy by pierwsza długa podróż naszego nowego kociaka odbyła się w jak najbardziej komfortowych warunkach, jakie można stworzyć w samochodzie, a jakich nie zapewni żadna firma transportująca zwierzęta. Wyszliśmy również z założenia, że wspólne przeżycia wzmacniają więzi, a chcieliśmy, by Cody jak najszybciej mógł nas poznać i poczuć się z nami bezpiecznie „jak w domu”.
Dzięki Janie i Petrowi, a pewnie także ich maleńkiej córeczce Lily – koty w ich hodowli nie dość, że są śliczne i miziaste, to jeszcze są bardzo dobrze zsocjalizowane. Ich praca włożona w wychowanie maluchów sprawiła, że cała podróż do Bydgoszczy (ponad 700 km) była dla Cody’ego jedną wielką drzemką. W dodatku z mruczeniem i przytulaniem. Co prawda parę razy się obudził, na przystankach zwiedzał samochód, ale ani przez chwilę nie okazywał strachu ani zaniepokojenia. Do domu zajechaliśmy w środku nocy, ale to też nie było dla niego problemem. Z resztą sami zobaczcie na zdjęciach jak nam się razem jechało.

W domu Cody dosyć szybko się zaaklimatyzował, prawda pierwszą noc spędził tylko z nami, a później ze względu na kwarantannę – stopniowo poznawał pozostałe koty. Trochę się obawialiśmy jak go przyjmą dziewczyny, zwłaszcza, że Helenka jest w ciąży. Nie mieliśmy większych wątpliwości co do Dziabączka i zgodnie z przewidywaniami, to on jako pierwszy zaprzyjaźnił się z nowym domownikiem. Potem już poszło z górki – po kolei zarówno Cody, Whisper Elma i Hela, zmniejszali dystans między sobą. Cody jest u nas jeszcze dosyć krótko, ale już bez problemów bawi się, je i śpi w towarzystwie wszystkich kotów. Pokonał również początkowy lęk przed królikami, który po niecałej dobie zmienił się w ciekawość. W sobotę zabraliśmy całe towarzystwo do ogrodu (co dla Cody’ego też było nowością), żeby skorzystało ze słońca i umacniało przyjaźń we wspólnej zabawie. Szło tak dobrze, że nawet Rudi postanowił się przyłączyć. A wszystko w stosunkowo krótkim czasie.

Zanim zdecydowaliśmy się na Codiego przeanalizowaliśmy jego rodowód oraz rodowody naszych kotek. Dzięki wielu zdjęciom mogliśmy ocenić jego wygląd, co jest niemałym wyzwaniem w przypadku kociąt. Hodowla, z której pochodzi jest wolna od groźnych chorób FIV i FeLV. Kocurek został również przebadany w kierunku PRA z wynikiem negatywnym. Dzięki temu będziemy mieć pewność, że kocięta, które się u nas urodzą nie będą cierpiały na tę chorobę.

.

Poza unikalnym pochodzeniem Cody ma jeszcze inne zalety.

Z tego co widać na zdjęciach:

  • ma wyraźy kontrast w kolorach,
  • ładnie rozstawione oczy,
  • proporcjonalną budowę,
  • okrągłą głowę i zaokrągloną brodę,
  • długi, prosty ogon,
  • coś co nam się szczególnie podoba – delikatne „pędzelki” na zaokrąglonych końcówkach uszu.

Z tego co nie widać na zdjęciach:

  • ma delikatną i bardzo miękką w dotyku sierść,
  • mruczy kiedy się go głaszcze (jak przestajemy głaskać = przestaje mruczeć),
  • jest wulkanem energii,
  • aportuje zabawki by rzucać mu je w kółko,
  • łatwo nawiązuje przyjaźnie, szybko się odnajduje w nowych sytuacjach,
  • jest gadułą,
  • potrafi zasnąć w każdej pozycji (chociaż to akurat widać na wcześniejszych zdjęciach)

Oto nasz Cody Fancy Diamonds*CZ 🙂

7

 

Serdecznie dziękujemy Janie i Petr’owi z hodowli Fancy Diamonds*CZ za ich pracę włożoną w uzyskanie i wychowanie takiego fajnego kociaka jakim jest Cody. Obiecujemy zrobić wszystko, by był z nami szczęśliwy!