Coroczne testy i kontrola zdrowia kotów – 2020

Dlaczego regularnie badamy koty?

Przede wszystkim, by mieć pod kontrolą ich stan zdrowia i wyłapać możliwe zaburzenia odpowiednio wcześnie. Koty, tak jak każde zwierzę, czy człowiek, mogą zachorować. Nawet w najlepszych warunkach i pod troskliwą opieką, nie zawsze mamy wpływ na występowanie problemów i chorób. Ryzyko ich pojawienia się, podobnie jak u ludzi, wrasta wraz z wiekiem. Hodowlę prowadzimy od 10 lat i w tym roku Whisper skończyła już 11 lat, Elma i Dziabąg po siedem, Cody ma 4 lata, a Helenka w grudniu skończy 6. Jako lekarz, nie wyobrażam sobie nie wykonywać badań kontrolnych. Muszę przecież wiedzieć, kiedy zareagować, a jako hodowca ocenić czy np. wstrzymać się jeszcze z kolejnym miotem, czy nie.
Szerzej na temat badań kontrolnych rozpisywałam się przy okazji poprzednich badań, wpis jest dostępny TUTAJ.
(Jeśli chcecie zobaczyć jakie badania i jak często, warto wykonać u kota, to zapraszamy na naszą drugą stronę Koci Weterynarz)

Testy FIV i FeLV

Kontrolne testy w kierunku kociej białaczki (FeLV) i wirusa niedoboru immunologicznego kotów (FIV) wykonujemy standardowo co roku. Obie te choroby przenoszą się przez kontakt bezpośredni z zarażonym kotem – wskutek m.in. pogryzień, krycia. Najczęstsi pacjenci z tymi schorzeniami to koty wolnożyjące, dzikie lub wychodzące bez nadzoru na dwór. 

Nasze koty nie stykają się ze zwierzętami z zewnątrz i nie mają możliwości się zarazić. Wychodzenie z nimi do ogrodu też odbywa się pod nadzorem, co uniemożliwia kontakt z innymi kotami. Dlaczego mimo to badamy? Z jednej strony jest to kwestia nawyku, bo gdy zakładaliśmy hodowlę, był wymóg by takie testy przeprowadzać. Głównie chodzi o to, by nie rozmnażać kotów z którąkolwiek z powyższych chorób (mogą się przenosić na potomstwo).

Wykonanie testów na FIV i FeLV ma również znaczenie przy korzystaniu z kryć kocurem z innej hodowli. Celem jest uniknięcie ewentualnego zarażenia kocura lub kotki innego hodowcy lub własnego kota (obie strony wykonują testy). Bez ujemnych testów na FIV i FeLV, nie ma sensu zaczynać rozmowy o kryciu w innej hodowli (np. za granicą). 

Po ostatnich badaniach, Hodowla Kotów Tajskich Viosna*PL wciąż jest wolna od

wirusa niedoboru immunologicznego kotów (FIV) i kociej białaczki (FeLV).

Poza tym wszystkie nasze koty hodowlane są wolne od PRA*. 

*Jest to choroba genetyczna (dziedziczna), która powoduje postępujący zanik siatkówki, prowadzący do nieodwracalnej ślepoty.

 

Badania kontrolne

Badania kontrolne są bardzo istotnym elementem prawidłowej opieki nad kotem. Koty są bowiem mistrzami kamuflażu i bardzo dobrze ukrywają wszelkie dolegliwości. Czasem do momentu, aż jest za późno. Dlatego w naszej hodowli badania wykonujemy co 6-12 miesięcy, by mieć pewność, że nasze koty są zdrowie i bezpieczne. 

W tym roku zdecydowaliśmy się wykonać badania kardiologiczne wszystkim naszym kotom. Tym bardziej, że pewne zmiany wynikające z pandemii, stworzyły dogodną okazję. Raz do roku doktor Rafał Niziołek, wraz z doktorem Jackiem Garncarzem, mają badania wyjazdowe po Polsce, a nie tym w Warszawie. Zawsze w marcu przyjeżdżali do Bydgoszczy, a my przywoziliśmy przede wszystkim Whisper i Dziabączka na wizytę. Covid-19 spowodował przesunięcie badań na czerwiec. Ponieważ z doktorem Rafałem znamy się również prywatnie, to zatrzymał się u nas, w trakcie pobytu w Bydgoszczy. Dzięki temu, bez konieczności zawożenia wszystkich kotów do lecznicy, mogliśmy sprawdzić serduszka całej piątce. 

Cody i Helenka

W tym roku wszystkie wyniki badań Heli i Kodzika, mieściły się w normie. Zarówno badani krwi, echo serca, jak i USG. Cieszymy się, że nasze koty są zdrowe i nie musimy się o nie martwić w tej kwestii. 

Elmirka

W przypadku Elmirki, badania krwi i USG nie wykazały żadnych nieprawidłowości. W badaniu klinicznym, zapalenie dziąseł nie pogłębiło się od zeszłego roku, ale niestety poprawa również była niewielka. Dlatego jeszcze przed kolejnym miotem, byliśmy zmuszeni usunąć jej część zębów. Mimo to, kotka radzi sobie bardzo dobrze, nie ma też żadnych problemów z jedzeniem. 

Badanie kardiologiczne również wypadło bardzo dobrze. Doktor nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości.

Dziabąg

Dzięki badaniom kontrolnym byliśmy w stanie wcześnie wykryć problemy z nerką Dziabączka (miał wtedy 3,5 roku, teraz ma 7 lat) i dostosować opiekę nad nim, by zmiany nie postępowały za szybko. Więcej o tamtej sytuacji poczytacie TUTAJ.

W zeszłym roku borykaliśmy się u Dziabąga z zapaleniem pęcherza, ale wszystko było ok (zarówno podczas badań na wiosnę i teraz). SDMA i kreatynina pozostają w granicach normy. Jedyne co nas troszkę martwi w jego przypadku, to nieco podniesiony cholesterol. Wiąże się to niestety z jego nadwagą. Co prawda w przerwach, kiedy nie mamy kociaków udaje nam się go odchudzić, ale wraz z pojawieniem się maluchów znów przybiera. Próbujemy ograniczać mu dostęp do karmy dla kociąt, ale czasami potrafi oszukać nawet nas. Jedzenie umie wywęszyć z najdalszego kąta mieszkania, niezależnie od tego gdzie stoi. Raz nawet wszedł na najwyższą półkę z ręcznikami w łazience, gdzie na chwilę odstawiliśmy miski. 

Na szczęście mimo zbędnego tłuszczyku, serce Dziabączka ma się całkiem nieźle. 

Kontrolne badania okulistyczne, wykonane w lecznicy, również wypadło dobrze. Dziabąg, odkąd został znaleziony ma tylko jedno oczko, w dodatku z przyrośniętą trzecią powieką. Na szczęście nie ma większych zaburzeń widzenia i bardzo dobrze sobie radzi. Przynajmniej raz do roku przechodzi kontrolę okulistyczną pod okiem doktora Jacka Garncarza. 

Whisper

Dzięki badaniom profilaktycznym w styczniu 2019 roku, u Whisper zdiagnozowaliśmy wczesne (bezobjawowe) stadium chłoniaka przewodu pokarmowego. Kotka skończyła chemioterapię 6 miesięcy później. Od tego czasu jest pod regularną kontrolą – badania krwi i USG ma robione co 1-1,5 miesiąca. Okres remisji choroby wynosi od 1,5 do 2 lat.

Niestety w sierpniu tego roku, podczas USG jamy brzusznej stwierdziłam powiększone węzły chłonne. W badaniach i rozmazie krwi nie było żadnych patologicznych zmian i był to jedyny niepokojący objaw i pewnie u innego pacjenta inaczej poprowadziłabym diagnostykę. Jednak znając historię onkologiczną Whisper, obawiałam się, że możemy mieć do czynienia ze wznową. Tym razem nie zwlekaliśmy z wykonaniem laparotomii diagnostycznej. 
Podczas zabiegu udało nam się pobrać próbki powiększonych węzłów chłonnych. Przy okazji stwierdziliśmy również nieprawidłowość dotyczącą jelit. Prawdopodobnie po poprzednim zabiegu, gdy pobierano również wycinki ze ściany jelita, doszło do zrośnięcia sieci. Zrost obejmował również 2 sąsiednie pętle jelita cienkiego. Drożność była zachowana, ale powodowało to zmiany ułożenia w jamie brzusznej i mogło być przyczyną okresowych zaburzeń perystaltyki. Wiedząc teraz, że zaistniała taka sytuacja, gdybym miała cofnąć czas – i tak zdecydowałabym się na tamten zabieg. Mimo powikłań, które zawsze mogą wystąpić, poprzednia laparotomia, pomogła nam podjąć decyzję o chemioterapii. Dzięki temu Whisper w ogóle dożyła do czasu kolejnego zabiegu i mimo wszystko dobrze się czuła przez ostatnie 1,5 roku.

Jeden ze zrostów udało nam się odpreparować. Drugi niestety postanowiliśmy zostawić. Istniała bowiem szansa na powtórne zrośnięcie, co tym razem mogłoby zaburzyć drożność jelita. Nie chcieliśmy ryzykować, tym bardziej, że Whisper dobrze funkcjonowała przez poprzednie miesiące. Przynajmniej jeden ze zrostów daliśmy radę usunąć. Możliwe, że zrosty powodowały również stan zapalny, czego skutkiem mogły być powiększone węzły chłonne. Miałam cichą nadzieją, że to jest nasz problem, a nie wznowa chłoniaka. 

Próbki pojechały na badanie histopatologiczne, na którego wynik czekaliśmy 2 tygodnie. Wynik niestety nie był jednoznaczny i patolog nie był w stanie ocenić, czy mamy do czynienia ze zmianą zapalną, czy wczesnym stadium nowotworowym. Należało wykonać kolejne badania, tym razem bardziej zaawansowane. Pomimo wcześniejszych kosztów związanych z diagnostyką, nie zastanawialiśmy się nawet, co robić dalej. Badanie nie było tanie (kosztowało prawie 900zł), a na wyniki czekać trzeba było 3 tygodnie. Zgodnie z zaleceniami patologa, zleciliśmy badanie molekularne PCR-PARR. Jest to test, który bada pochodzenie patologicznych komórek poprzez oznaczenie ich receptorów. W dużym skrócie – jeśli są one od siebie różne (pochodzą z różnego „źródła – poliklonalne), to wskazuje na stan zapalny. Gdy komórki są klonami jednej komórki (klonalne), wówczas taki wynik wskazuje na nowotwór. 

Z niecierpliwością czekałam na maila z laboratorium w Niemczech. Kiedy wreszcie przyszedł, musiałam przeczytać go kilka razy, żeby upewnić się, że dobrze zinterpretowałam wynik. Bynajmniej nie dlatego, że nie umiem czytać po angielsku, ale dlatego, że bardzo przeżywałam całą sytuację. Widzicie, lekarze weterynarii czasami bardziej się boją, bo mają świadomość co może być nie tak, z czym się to wiąże i jak wygląda. Kiedy naoglądamy się pacjentów z danym schorzeniem, to tym bardziej przeżywamy zdiagnozowanie go u swojego zwierzęcia. Nawet jeśli wiemy jak coś leczyć, to zawsze mamy gdzieś świadomość tego najczarniejszego scenariusza, z którego większość opiekunów nie zdaje sobie sprawy. Jeśli zaś leczenie nie przynosi efektów, to czujemy się tym bardziej bezsilni i bezradni, bo podchodzimy do tego bardziej emocjonalnie. Przy własnych zwierzętach trudno o dystans, który ułatwia prowadzenie innych pacjentów. 

Tym razem jednak mieliśmy szczęście. Wynik Whisper wskazywał na komórkowe receptory o charakterze poliklonalnym. Mogliśmy odetchnąć z ulgą, że tym razem się jeszcze udało. Kotka już wcześniej miała włączone leczenie przeciwzapalne, które kontynuowaliśmy po otrzymaniu wyniku. Kontrolne badania krwi wskazywały wszystkie badane parametry prawidłowe.

Co do czerwcowej kontroli kardiologicznej, to szczególnie byłam ciekawa jej wyników u Whisper. W styczniu, kiedy robiliśmy u niej zabieg sanacji, nieco zaniepokoił mnie odczyt EKG podczas znieczulenia. Przy kwalifikacji do zabiegu nie stwierdziliśmy żadnych przeciwwskazań. Wówczas konsultowaliśmy się z doktorem Niziołkiem telefonicznie. Wykres wskazywał na drobne zmiany zwłóknieniowe mięśnia sercowego, które jednak na tym etapie nie wymagały leczenia. Zastanawialiśmy się, czy w echo serca również będą jakieś zmiany. Na badanie musieliśmy jednak poczekać z uwagi na pandemię i opóźnione terminy konsultacji. Doktor Niziołek nie zdiagnozował u Whisper żadnych poważnych problemów kardiologicznych. Praca serca, w tym siła skurczu mięśni i przepływy krwi, były prawidłowe. Mimo drobnych zmian zwłóknieniowych, kotka na razie nie wymaga żadnych leków. Co nie znaczy, że nie będziemy tego kontrolować.  Whisper już od kilku lat ma regularne kontrole kardiologiczne i do tej pory, nie było w nich żadnych patologicznych objawów. 

Z racji wieku i komplikacji okulistyczne (o tym TUTAJ), Whisper ma również regularne badania u doktora Garncarza. Podobnie było w tym roku, jednak z pandemicznym opóźnieniem. Poza utratą widzenia wskutek reakcji niepożądanej na antybiotyk, doktor nie znalazł żadnych innych patologii w oczach naszej kotki. 

Na razie Whisper czuje się bardzo dobrze. Ostatnie badania krwi również nie budzą zastrzeżeń. Apetyt jej dopisuje i zachowuje się jak zawsze. Mamy nadzieję, że ten stan potrwa jak najdłużej. Wiemy, że chłoniak to bomba z opóźnionym zapłonem i okres remisji kiedyś się skończy. Póki co cieszymy się z tego czasu, który jeszcze z nią mamy.