Z wizytą u Matyldy

W sobotę po wykładach na konkresie Polskiego Stowarzyszenie Lekarzy weterynarii Małych Zwierząt miałam okazję skorzystać z zaproszenia i wybrałam się w odwiedziny do Matyldy i jej rodziny.

Kotka jest pierwszą córką naszej Helenki i od zeszłego roku mieszka ze swoją rodziną w Łodzi. Od naszego ostatniego spotkania Matylda sporo urosła i nabrała kolorów. Ma wciąż intensywnie niebieskie oczy. Mimo tego, że ma umaszczenie seal point, miejscami widać, że ma również nieco genów w umaszczeniu tabby, po swojej mamie.

Okazało się, że Matylda jest bardzo towarzyską dziewczyną. Po wejściu do domu od razu przyszła się przywitać – początkowo obwąchała dokładnie moje buty, a potem przyszła sprawdzać jak ja „pachnę”. Właściwie od razu zainteresowała się piórkami, które jej przywiozłam, ale po chwili większą uwagę poświęciła futrzastemu breloczkowi, który miałam przy torebce. Dałam jej go do zabawy, a sprawiło jej to taką radość, że to też dostała ode mnie w prezencie.

Matylda cierpliwie zniosła moje przytulanie i głaskanie. Co więcej, dowiedziałam się, że bardzo dobrze znosi wszelkich gości. Kiedy siedzą przy stole zdarza się, że wędruje kolejno po wszystkich kolanach, ale najchętniej obserwuje sytuację z kolan u swoich właścicieli. W trakcie mojej wizyty wybrała jednak miejsce przed telewizorem i tylko na chwilkę przymykając powieki, miała na nas oko 🙂

20171021_205907 (2)

Kotka podobnie jak nasze pozostałe koty, uwielbia towarzyszyć swoim właścicielom w drzemkach, zwłaszcza jeśli są w ciągu dnia. W nocy natomiast najchętniej zasypia w nogach łóżka. Oczywiście przy okazji nie przepuszcza możliwości zabawy, jeśli cokolwiek akurat rusza się pod kołdrą. Na co dzień za to ma swoje zabawki, ale lubi też zająć się czymś nietypowym. Na przykład goni za frotową gumką do włosów, albo szuka okazji, by dopaść patyczek do uszu i się nim pobawić.

20171021_205918 (2)

Matylda czasami spotyka się z innymi kotami, bo jak mówią właściciele – teraz prawie cała rodzina jest „zakocona”, a zaczęło się właśnie od niej. I tak kotka ma nie raz do towarzystwa koty rasu Meine Coon – Junonę i Krezusa, z którymi dogaduje się bez problemu. Zdarza się też, że spędza czas z yorkshire terierem miniaturką. Takie dobre relacje fajnie rokują na przyszłość, bo mamy nadzieję, że niedługo Matylda doczeka się rodzeństwa na stałe (wszystko teraz zależy od naszych dziewczyn i Codzika 😉 ).

Kotka jest bardzo przywiązana do swojej rodziny. Bywa, że kiedy rano nadchodzi czas chwilowego rozstania, bo jej „ludzie” muszą iść do pracy, Matylda specjalnie układa się na kolanach, by znacząco utrudnić wyjście z domu. Kiedy ktoś wraca do domu, wstukując kod przy furtce uruchamia krótki sygnał domofonu. Jeśli Matylda go usłyszy, od razu idzie do drzwi ze swoim kocim marudzeniem i wita właścicieli w drzwiach. Gdy w domu są akurat goście i siedzą w jadalni, (a Matylda akurat nie łazi im po kolanach 😉 ), układa się pod drzwiami, gdzie ma dobry punkt obserwacyjny na wszystko. Często wtedy leży i stara się nie zasnąć, chociaż wyraźnie widać, że ledwo się powstrzymuje. Podczas mojej wizyty, kiedy przeszliśmy do drugiego pokoju, Matylda wybrała jednak miejsce na szafie, skąd miała na nas dobry widok.

20171021_220231 (2)

Kotka jest zawsze tak zainteresowana tym, co się dzieje dookoła, że ciężko jest jej zrobić wyraźne zdjęcie, bo ciągle się kręci. W jednej chwili patrzy się w stronę aparatu, a zanim jeszcze skończy się robić zdjęcie, już odwraca głowę w inną stronę. Było mi trudno ładnie ją pokazać, bo miałam do dyspozycji tylko telefon. Na szczęście dostałam dwa wyraźne zdjęcia od właścicieli (i też wcale nie było tak łatwo je zrobić).

Matylda, podobnie jak większość naszych kociaków, wciąż uwielbia kocie smakołyki. Ona także chwyta łapkami za rękę z przysmaczkiem i ciągnie ją w swoją stronę. Uwielbienie dla przysmaczków udało mi się wykorzystać po raz kolejny, podobnie jak wcześniej jeszcze w naszym domu. Ponieważ niedługo zbliża się termin szczepienia kotki, przy okazji odwiedzin zrobiliśmy również „wizytę domową” ze szczepieniem. Matylda była tak zaaferowana przysmaczkami, że nawet nie zauważyła zastrzyku.

Cieszę się, że pewne rzeczy się nie zmieniają jeśli chodzi o nasze maluchy. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Marcie i Bartkowi za zaproszenie i mile spędzony wieczór. Jesteśmy pewni, że jeszcze się spotkamy – może już niedługo 😉