Coroczne testy i kontrola zdrowia kotów – 2019
Dlaczego regularnie badamy koty?
Po pierwsze, by mieć pod kontrolą ich stan zdrowia. Koty, tak jak każde zwierzę, czy człowiek, może zachorować. Nawet z najlepszego domu i w najlepszych warunkach. Ryzyko to niestety wrasta wraz z wiekiem, a nasze koty nie młodnieją. Whisper skończyła już 10 lat, Elma i Dziabąg to sześciolatki, Cody dobił do 3ki, a Hela w grudniu skończyła 5. Szerzej na temat badań kontrolnych rozpisywałam się przy okazji poprzednich badań, wpis jest dostępny TUTAJ.
(Jeśli chcecie zobaczyć jakie badania i jak często, warto wykonać u kota, to zapraszamy na naszą drugą stronę Koci Weterynarz)
Badania kontrolne są kluczowe w prawidłowej opiece nad kotem. Jeśli pojawia się problem – bardzo ważne jest jego wczesne wyłapanie, bo można szybciej zareagować. Dzięki temu często leczenie jest krótsze, co znacząco wpływa na jakość, jak i długość życia kota. A koty wcale nie są takie łatwe do odczytania, nawet jeśli coś jest nie tak. Istnieje szereg schorzeń, które przebiegają bezobjawowo przez dłuższy czas, zanim kot pokaże, że coś mu dolega. Bycie dobrym opiekunem, to też wyczulenie na subtelne zmiany i regularne przeglądy kontrolne.
Takie postępowanie pozwoliło nam szybko wykryć problemy nerkowe u Dziabączka (o tym TUTAJ), który dzisiaj ma się bardzo dobrze. W ciągu ostatniego roku udało nam się też również szybko zdiagnozować problem u naszej najstarszej kotki Whisper (więcej w dziale Zdrowie kotów). W przypadku pozostałych kotów – dobre wyniki badań kontrolnych pozwalają nam spać spokojnie.
Testy FIV i FeLV
Co roku wykonujemy kontrolne testy w kierunku kociej białaczki (FeLV) i wirusa niedoboru immunologicznego kotów (FIV). Obie te choroby przenoszą się przez kontakt bezpośredni z zarażonym kotem – wskutek m.in. pogryzień, krycia. Problem głównie dotyczy kotów wolnożyjących i wychodzących. Wcale też nie jest takim rzadkim zjawiskiem, co mam okazję oglądać w pracy.
Nasze koty nie stykają się ze zwierzętami z zewnątrz i nie mają możliwości się zarazić w warunkach domowych. Wychodzenie z nimi do ogrodu też odbywa się pod nadzorem, co uniemożliwia kontakt z innymi kotami. Dlaczego w takim razie badamy, skoro nie ma obaw o dodatnie wyniki? Kiedy zakładaliśmy hodowlę, wymogi były takie, by tego typu testy przeprowadzać. Weszło nam to w nawyk na tyle, że wykonujemy je regularnie co roku.
Wykonanie testów na FIV i FeLV ma znaczenie przede wszystkim przy korzystaniu z tzw. kryć zewnętrznych, kocurem z innej hodowli. Chodzi o to, by mieć pewność, że nie zarazimy kocura lub kotki innego hodowcy i sami niczego nie złapiemy. Bez tego typu badań i statusu hodowli wolnej od FIV i FeLV, nie ma w ogóle sensu zaczynać rozmowy o kryciu w innej hodowli (np. za granicą). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by bezpośrednio przed zapoznaniem kotów ze sobą, taki test wykonać – i często tak się również robi. Co jeśli jednak wszystko jest już ustalone, zaplanowane i na miejscu taki test wyjdzie dodatni? Jadąc do innej hodowli wolałabym mieć pewność, że jest ona bezpieczna dla moich kotów, a badania przed kryciem są tylko formalnością. Dlatego też wykonuję je regularnie u siebie, by druga strona mogła liczyć na takie samo podejście. Z resztą i tak pobieramy krew do badań przesiewowych, więc te dwie kropelki zużyte do testu nie robią już wielkiej różnicy poza kosztem finansowym. A na koty pieniędzy nigdy nie żałujemy.
Ostatni raz takie testy robiliśmy przy okazji badań we wrześniu 2019.
Po raz kolejny potwierdziliśmy, że Hodowla Kotów Tajskich Viosna*PL była i jest wolna od
wirusa niedoboru immunologicznego kotów (FIV) i kociej białaczki (FeLV).
Poza tym wszystkie nasze koty hodowlane są wolne od PRA*.
*Jest to choroba genetyczna (dziedziczna), która powoduje postępujący zanik siatkówki, a w konsekwencji ślepotę.
Badania kontrolne
Wrzesień jest dla nas miesiącem badań wszystkich kotów. Oprócz tego Whisper i Dziabąg przechodzą dodatkową kontrolę co 6 miesięcy. Po zakończeniu chemioterapii u Whisper, kotka ma także badania krwi wykonywane średnio co miesiąc.
Cody
U Codzika wrześniowe badania krwi wyszły w normie. Cieszyło nas to tym bardziej, że w sierpniu mieliśmy trochę zmartwień z chłopakiem. Znamy jego upodobanie do wstążek i innych sznurków, które uwielbia ogryzać. Dlatego w domu takie rzeczy nigdy nie leżą luzem. Nawet jak dostaję kwiaty, to zawsze bez wstążek. Jednak, jak w bajce o śpiącej królewnie – jeśli coś ma się zdarzyć, to życie znajdzie sposób. Nawet jeśli spali się wszystkie wrzeciona w królestwie. Cody jakimś cudem otworzył sobie szafę w przedpokoju, wdrapał na najwyższą półkę (prawdopodobnie wspinał się po szufladach), gdzie stały pudła z ozdobami świątecznymi. Pudła są włożone na styk. Tak, że praktycznie nie da się za bardzo podnieść pokrywy, kiedy stoją w szafie. Cody jest jednak tak zdolny, że nie dość, że udało mu się jakoś otworzyć pudło, to jeszcze wyjął sobie wstążkę do pakowania prezentów. Nie wyciągnął całej szpuli, a prawdopodobnie tylko kawałek, który obgryzł. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero, gdy go zwymiotował. (Nie pytajcie jak długo zajęło nam wydedukowanie skąd ją w ogóle wziął…)
Nie byliśmy pewni, czy zwrócił wszystko, więc zaczęła się diagnostyka pod kątem ciała obcego. RTG z kontrastem było niepokojące. Zdecydowaliśmy się wykonać laparotomię diagnostyczną, by usunąć ewentualne pozostawione fragmenty tej nieszczęsnej wstążki. Wszystko działo się w weekend, więc wyniki badań krwi mieliśmy dopiero w poniedziałek.
W połączeniu z badaniem USG zdiagnozowaliśmy dodatkowo zapalenie trzustki. Leczenie trwało jeszcze przez tydzień, dopóki zarówno stan Codzika, jak i wyniki badań krwi nie wróciły do normy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale wcale nie było łatwo. Z moim podejściem i tendencją do panikowania z własnymi kotami, był to bardzo stresujący okres. Tym bardziej cieszyłam się, że w badaniach na początku sierpnia wszystkie parametry krwi i USG były w normie.
W badaniach kontrolnych we wrześniu USG jamy brzusznej nie wykazało niczego niepokojącego. Wątroba, śledziona, trzustka, nerki i przewód pokarmowy nie odbiegały od normalnego obrazu tych narządów. W pęcherzu moczowym były jednak drobne złogi. Badanie moczu wykazało jedynie nieco podwyższone pH, bez widocznych kryształów, czy innych nieprawidłowości. Na tym etapie nie było to jeszcze nic poważnego. Tym bardziej, że Cody nie miał problemów z oddawaniem moczu, nie posikiwał i nie wykazywał żadnych niepokojących objawów. Niemniej podjęliśmy pewne kroki, by nieco bardziej zakwasić mocz. Zbyt zasadowe/neutralne pH moczu sprzyja wytrącaniu się kamieni stuwitowych. Nie chcieliśmy czekać aż do tego dojdzie. Ponieważ przyczyna zaburzeń pH dróg moczowych ma często źródło żywieniowe, zmodyfikowaliśmy nieco dietę naszego chłopaka. Powtórzyliśmy badanie moczu i USG po miesiącu. pH wróciło do normy, a mocz w pęcherzu był klarowny, bez widocznych złogów.
Elmirka
Badania kontrolne krwi Elmirki mieściły się w granicach normy. Badania moczu i USG jamy brzusznej również nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Elma była okazem zdrowia, poza jednym małym wyjątkiem. Niestety pomimo czyszczenia zębów w kwietniu, stan zapalny dziąseł przy trzonowcach i przedtrzonowcach powrócił. Rozważałam dodatkowe opcje leczenia. Ponieważ mieliśmy pewne perypetie z powrotem płodności po blokadzie (o tym w kolejnym poście) na czas leczenia Whisper, rozpoczęliśmy terapię z interferonem i ponowną sanację.
Helenka
Ponieważ Helenka była już w zaawansowanej ciąży, nie robiliśmy u niej wszystkich badań. Postanowiliśmy przeprowadzić je, kiedy już odchowa kociaka. Badanie USG było utrudnione z uwagi na siedzącego w brzuchu malucha. Na szczęście kociak rozwijał się prawidłowo, jego serduszko biło zdrowym rytmem, a że miał sporo miejsca tylko dla siebie, to niesamowicie się wiercił 🙂
Dziabąg
Dziabączek ma badania co 6 miesięcy z uwagi na atrofię jednej nerki po ciężko przechorowanym – jeszcze na Ukrainie – kocim katarze. Dlatego u niego kontrole są dodatkowo poszerzone o pomiar ciśnienia i szerszy profil badań krwi. Ciśnienie Dziabąg ma cały czas wzorowe, ale tym razem było coś niepokojącego w jego badaniach krwi i moczu. Podobnie jak u Codzika, pH było podwyższone, ale dodatkowo w osadzie pojawiły się pojedyncze kryształy struwitowe. Zaobserwowaliśmy też pierwsze subtelne objawy problemów z oddawaniem moczu. Dziabąg ze względu na problem z nerką, dostaje specjalną dietę, która niestety zawyża pH moczu, co może sprzyjać wytrącaniu się takiego osadu.
W badaniach krwi wyszła podniesiona zarówno kreatynina, jak i SDMA. SDMA pół roku wcześniej było w normie, a tym razem wyszło ponad dwukrotnie podwyższone! Przy normie do 14, nasz kot miał wynik 27! Kreatynina był przy tym tylko lekko podniesiona – 167 przy normie do 140. Gdybym miała opierać się tylko na tych danych, to Dziabąg byłby w grupie III stopnia niewydolności nerek (są 4). Jednak stara zasada brzmi – nie leczymy wyników, tylko pacjenta. A stan kliniczny Dziabączka nie wskazywał na tak zaawansowaną chorobę. W pracy mamy conajmniej kilku pacjentów z przewlekłą niewydolnością nerek, więc co nieco wiem jak to wygląda w praktyce.
Podejrzewałam, że prawdopodobną przyczyną takich wyników może być zapalenie dróg moczowych z rozwijającymi się początkami kamicy struwitowej. W tym kierunku rozpoczęliśmy też leczenie, którego istotnym elementem była m.in. modyfikacja diety.
Badania krwi i badania moczu powtórzyliśmy, podobnie jak u Codzika, po miesiącu. Zarówno parametry moczu, jak i krwi – wróciły do normy. Kreatynina wynosiła 124, a SDMA spadło do 10!
Whisper
Od zakończenia chemioterapii w lipcu, Whisper miała robione kontrolne badania w sierpniu i powtórzyliśmy je także we wrześniu. Wszystkie parametry krwi i moczu były w granicach normy. Kotka ma regularnie suplementowaną kobalaminę, która w poprzednich badaniach była obniżona. W USG nie było żadnych nowych zmian, które mogłyby świadczyć o nawrocie choroby. Jej samopoczucie również było bardzo dobre, brzuch powoli zaczął zarastać. Ciśnienie krwi również było w granicach normy.
Kotka ma badania krwi robione średnio co miesiąc, by jak najszybciej wyłapać wszelkie nieprawidłowości. Zdajemy sobie sprawę, że rokowanie przy chłoniaku przewodu pokarmowego to średnio 1,5-2 lata remisji. Jednak śpię spokojniej, wiedząc, że trzymamy rękę na pulsie.
Wszystkie koty miały wykonaną sanację jamy ustnej w kwietniu, oprócz Whisper, która była wtedy w trakcie chemioterapii. Jej stan uzębienia nie jest jeszcze taki zły, ale ostatnio zauważyliśmy, że trochę rozrzuca karmę przy jedzeniu. Po jednej stronie ma stan zapalny dziąseł przy trzonowcu i przedtrzonowcach szczęki. Dlatego zdecydowaliśmy, że jeszcze przed kolejnym miotem w hodowli, zrobimy porządek również z jej uzębieniem. Już od pewnego czasu Whisper dostaje interferon na dziąsła, a jutro ma zaplanową sanację jamy ustnej.
W marcu – zarówno Whisper, jak i Dziabączka – oprócz rutynowych badań, czeka coroczna konsultacja kardiologiczna i okulistyczna.
Powyższy post znów udowadnia, jak istotne są badania kontrolne u kotów. Może to już się robi nudne, ale trudno, będę podkreślać do znudzenia, znacznie profilaktyki u tych zwierząt. Tym bardziej, że widzę efekty w postaci moich pacjentów. U wielu z nich udało się wyłapać pewne problemy i wdrożyć odpowiednie postępowanie. Z rozmów z ich opiekunami wiem, że poprawił się nie tylko komfort życia, ale także kocie samopoczucie, aktywność i chęć do zabawy. Jeśli zatem stwierdzicie jakiekolwiek niepokojące, chociażby subtelne objawy u swojego kota – zawsze bezpieczniej jest to zbadać. A przykładową listę takich symptomów znajdziecie TUTAJ. A jeśli uważacie, że wasz kot jest zdrowy i nic mu nie dolega, nie rezygnujcie z regularnych badań kontrolnych raz na jakiś czas. Pewne wskazówki co i jak często badać, znajdziecie na Kocim Weterynarzu.










