Do trzech razy sztuka – ciąża Elmirki

Elmirka w czerwcu skończyła 6 lat. Maksymalny wiek kotki hodowlanej to 8 lat, co oznacza, że pomału będzie trzeba pomyśleć o wycofaniu jej z hodowli. Elma jest bardzo ładną kotką, o wyraźnym kontraście, który utrzymuje się pomimo wieku. Zawsze była wysoko oceniana na wystawach. Dlatego rozważaliśmy pozostawienie sobie po niej kolejnej córki (oprócz Helenki), tym razem w umaszczeniu seal point. W czerwcu co prawda Elma była chipowana melatoniną (by zablokować cykl na czas leczenia Whisper i nie narażać jej w tym okresie na ciążę), ale w lipcu już pojawiła się rujka.

Nie chcieliśmy zwlekać. Przedłużające się rujki mogą sprzyjać powstawaniu cyst jajnikowych. Z tym problemem dopiero się uporaliśmy. Do wyboru było kilku kandydatów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na kocurka w umaszczeniu lilac point. I to nie byle jakiego, bo z tytułem Supreme Championa FiFe (najwyższy możliwy do zdobycia w tej organizacji). Chłopak przebywał wówczas w hodowli Fancy Diamonds*CZ prawie do końca sierpnia. Z tej hodowli pochodzi Cody, ale wybrany przez nas kocur nie był w ogóle spokrewniony z tą linią kotów tajskich. Mogliśmy bezpiecznie zostawić sobie po nim córkę, bez ryzyka późniejszego inbredu (krycia w bliższym lub dalszym pokrewieństwie). 

Po wykonaniu wszystkich dodatkowych badań (m.in. wymazów z pochwy i napletka w celu wykluczenia infekcji przed kryciem), zawieźliśmy Elmirkę do Czech. 

Mieliśmy okazję odwiedzić Janę i jej hodowlę kotów tajskich Fancy Diamonds*CZ, z której pochodzi Cody.

Mieliśmy też pewność, że Elma będzie miała zapewnioną jak najlepszą opiekę na czas pobytu. No i znów zobaczyliśmy rodziców naszego Codzika – Frayera i Abigail.

Oczywiście nie przyjechaliśmy z pustymi rękami. Czeskim kotom tajskim przypadła do gustu „śmierdząca” fretka z kocimiętką, którą pewnie wszyscy znają z zooplusa. Nie obyło się też bez przysmaczków. Duże zainteresowanie wzbudziły też moje pluszowe breloczki od torebki.

Elma na „wakacjach” spędziła prawie miesiąc, podczas którego miały miejsce upojne chwile w towarzystwie kocurka. Biorąc pod uwagę odległość i długość podróży, chcieliśmy mieć pewność, że nie zabieramy jej za wcześnie do domu. W tym samym czasie, co amory Elmirki, na miłostki zebrało się też Helence i Codzikowi. Liczyliśmy, że będziemy mieć mioty w tym samym czasie.

Niestety okazało się, że Elma nie jest w ciąży. Być może była to kwestia długiej podróży i stresu, pobytu w obcym miejscu (chociaż warunki miała bardzo dobre). Po powrocie kotka dostała kolejną rujkę, ale mimo krycia z Codym, też nic z tego nie wyszło. Zrobiliśmy wszystkie badania – USG, posiewy, by wykluczyć przyczyny infekcyjne, badania krwi i poziomu hormonów. Wszystko było w normie.

Podczas późniejszych międzynarodowych warsztatów i kongresu z zakresu rozrodu, również nie uzyskałam odpowiedzi, jaka może być jeszcze przyczyna problemu (bo wszystkie „książkowe” wykluczyliśmy wcześniejszymi badaniami). Dowiedziałam się za to, że niestety problemy z płodnością u kotów są trudnym zagadnieniem do diagnostyki i wiele aspektów wciąż wymaga badań naukowych. 

Chociaż miała też swoją teorię, biorąc pod uwagę fakt, że Helenka miała tylko jednego kociaka. Podejrzewałam, że po wcześniejszej blokadzie, na czas leczenia Whisper, płodność może nie wracać równocześnie z objawami rui. Ale to była tylko moja teoria…

Traciłam już nadzieję, że jeszcze będziemy mieć maluchy po Elmie. Skupiliśmy się zatem nad podleczeniem do końca zębów i przeglądaliśmy terminy wystaw. W planach było ukończenie tytułów wymagających wystaw za granicą. W międzyczasie Elma po raz trzeci dostała ruję, która uspokoiła się po kolejnych harcach z Codzikiem. Po poprzednich nieudanych próbach, założyliśmy, że w związku z porą roku, naturalnie zatrzymał się cykl i mamy spokój do wiosny.

W międzyczasie robiliśmy remont salonu, bo kominek niestety wymagał przebudowy. Z uwagi na bezpieczeństwo, koty większość czasu spędzały w swoim pokoju. Udało się z tym uwinąć w niecały tydzień. Kiedy już wszystkie futrzaki mogły swobodnie poruszać się po domu, zauważyliśmy, że Elmirka zrobiła się bardziej miziasta. Początkowo myśleliśmy, że była stęskniona i w ten sposób to okazuje. Ale po kilku dniach zaróżowiły jej się sutki. W omacywaniu brzucha wyczułam trzy kulki. Ponieważ nie jest to badanie miarodajne, przy ocenie ciąży, trzeba było potwierdzić nasze podejrzenia. Badanie USG było jednoznaczne – Elma była w ciąży 🙂 

Bardzo się cieszyliśmy, że jednak problem rzekomej bezpłodności okazał się nieaktualny. Zakładam, że może moja teoria co do późniejszego powrotu do normy układu rozrodczego po blokadzie, był słuszna. Co więcej, po wyleczeniu cyst jajnikowych – według USG – Elmirka nosiła w brzuchu co najmniej 4 kocięta (a ostatni raz miała tak liczny miot przy kociakach na J – 4 lata temu).

Z drugiej strony musieliśmy znów odłożyć na bok plany wystawowe i na czas ciąży zawiesić leczenie zapalenia dziąseł.

Maluszki przez cały okres ciąży rozwijały się prawidłowo. Na usg w drugiej połowie ciąży było już pięknie widać zdrowe, bijące serduszka.

Uwzględniające pomiary wykonywane na badaniach kontrolnych i termin krycia, data porodu wypadała na 21 stycznia + pół dnia. Założyliśmy zatem, że można się spodziewać kociaków w nocy z wtorku na środę. Trochę się martwiłam, bo wypadało to w tygodniu, kiedy miałam poranną zmianę. Na wszelki wypadek mieliśmy cały czas podgląd na kamerze i w czasie pracy, na zmianę z Tomkiem, sprawdzaliśmy, czy wszystko jest ok. Elma nie mogła lepiej wybrać sobie terminu na poród. Z pracy we wtorek wróciłam chwilę przed 15:00. Zdążyłam się jeszcze wykąpać po dyżurze i już wiedzieliśmy, że coś się święci. 

Poród zaczął się około 16:00, a ostatni kociak przyszedł na świat o 18:20. Urodziło się 3 chłopców i 2 dziewczynki.

Elmirka doskonale sobie poradziła i jak zwykle, była bardzo dzielna. Po wszystkim była zmęczona, ale trudno jej się dziwić.

Przez ostatnie 4 lata nie miała w miocie więcej kociąt niż 3. Teraz, po leczeniu cyst jajnika i rocznej przerwie, urodziło się aż pięć puchatych klusek. Bardzo nas to ucieszyło, bo po opisywanych problemach, mieliśmy wątpliwości, czy jeszcze zobaczymy maluchy od Elmirki.

Po porodzie odetchnęliśmy z ulgą, że wszystko się udało i tak idealnie zgrało w czasie. Co prawda następnego dnia szliśmy do pracy trochę niewyspani, bo całą noc pilnowaliśmy żeby maluchy jadły jak trzeba. Teraz już maluchy ładnie przybierają na wadze. Jednak przez pierwsze dwa dni musieliśmy dokładnie kontrolować jedną z dziewczynek, bo słabiej jadła. Nawet na wszelki wypadek dostała trochę glukozy. Dodatkowa dawka energii na szczęście dała jej siłę, by bardziej przepychać się do mleka. Z dnia na dzień jest coraz silniejsza i nawet ma siłę głośno narzekać, kiedy zabiera się ją od mamy na codzienne ważenie. 

 

.