Marceli i (nie tylko ) jego zęby

Oprócz kotów, w naszym domu są jeszcze dwa króliki – Pola i Marceli. I dzisiaj będzie właśnie o nich, a właściwie, o tym drugim. Niedawno bowiem, mimo, że mamy maluszki Helenki, to on był w centrum zainteresowania. Zatem trzymajcie się, dzisiaj będzie nieco długi wpis o uszaku 😉

Marcel, to trochę królik specjalnej troski, ze względu na to co przeszedł. W 2013 roku ciężko zachorował na chorobę o trudno brzmiącej nazwie – encephalitozoonoza. Jest to schorzenie wywołane przez pierwotniaki z rodzaju Encephalitozoon cuniculi. Przyjmuje się, że nawet do 80% królików jest nosicielami tego pasożyta, jednak nie u wszystkich dojdzie do wystąpienia objawów w ciągu życia. Szacuje się, że jedynie u około 6% nosicieli rozwinie się choroba. Jeśli jej objawy się pojawią, może być zagrożeniem dla życia królika. Niestety Marcel znalazł się w tej grupie.

Encephalitozoon w organizmie przebywa przede wszystkim w nerkach, jednak jeśli zaczyna się namnażać, to może migrować do układu nerwowego – mózgu i rdzenia. Powoduje wówczas objawy neurologiczne – m.in. skurcz mięśni szyi i w efekcie skręcanie głowy, oczopląs, drgawki, zaburzenia motoryczne – problemy z chodzeniem, staniem, siedzeniem, a w niektórych przypadkach nawet ataki padaczkowe.

U Marcela pierwsze objawy – skręt głowy, problemy z siedzeniem, chodzeniem i oczopląs – zaobserwowaliśmy w listopadzie 2013 i od razu wdrożyliśmy leczenie. Próbowaliśmy też w tym okresie oddzielić go od Poli, jednak króliki były ze sobą bardzo związane i nie znosiły tego dobrze. Ponieważ nasze króliki zawsze były razem mogliśmy przyjąć, że Pola również jest nosicielem encephalitozoonozy. Postanowiliśmy ich nie rozdzielać. Stres, który mogłoby to spowodować, dodatkowo obniżałby odporność obojga. Króliczka otrzymywała leczenie, by zapobiec wystąpieniu choroby.

Niestety po pierwszych dwóch tygodniach standardowego leczenia Marcela  – antybiotyków, leków przeciwpierwotniaczych, witamin itp. nie było większej poprawy. Nasz królik walczył o życie, nie był w stanie samodzielnie funkcjonować. Musieliśmy zorganizować specjalne leki, które nie są dostępne w Polsce, więc dzięki pomocy najbliższych udało się je ściągnąć z Niemiec.

Leczenie trwało aż 8 tygodni. Jak wspomniałam, Marcel nie był w stanie się poruszać, a więc nie był w stanie podejść do poidełka czy miski, ani nawet samodzielnie wziąć jedzenia do pyszczka, ponieważ miał skręconą głowę. Dlatego przez cały ten czas kilka razy dziennie trzeba było go karmić, poić i podawać leki, co za każdym razem zajmowało nawet do godziny. Konieczne też było bieżące sprzątanie i dezynfekcja klatki, ponieważ pierwotniaki mogą być wydalane z moczem.

Na szczęście nasza batalia zakończyła się szczęśliwie – u Poli choroba nie wystąpiła, a Marceli przeżył. Jest w stanie samodzielnie funkcjonować, porusza się normalnie, je i pije jak dawniej, kiedy jest ciepło biega z Polą po ogrodzie, jest energiczny i cieszy się uratowanym życiem. Niestety tak ostra i długotrwająca choroba nie pozostała bez echa – pozostawiła po sobie pewien ślad w postaci powikłań neurologicznych. Marcel już do końca życia będzie miał lekko skręconą głowę w prawą stronę. Jest to jednak niewielka cena za to, że żyje. By zapobiegać nawrotom, obydwa króliki są regularnie odrobaczane preparatem działającym przeciw pierwotniakom, staramy się utrzymać obydwoje w dobrym zdrowiu, pilnujemy by nie dochodziło do spadków odporności (co może predysponować do wystąpienia choroby) i szczepimy na inne choroby zakaźne.

Marceli

Powikłanie takie jak przekręcenie głowy niesie ze sobą pewne konsekwencje, które teraz dały o sobie znać. Przekręcenie głowy sprawia, że Marceli patrzy lewym okiem bardziej w górę, podczas gdy prawe skierowane jest do dołu. Czasami powoduje do stany zapalne spojówek w tym oku. Taka wymuszona pozycja sprawia także, że królik przeżuwa pokarm bardziej prawą stroną, co może być przyczyną wady zgryzu, ponieważ zęby nierówno się ścierają.

Zęby są takim „słabym punktem” jeśli chodzi o zdrowie królików. W trakcie żucia krawędzie zębów stale ocierają się o siebie, co pozwala zachować równą powierzchnię trącą pokarm.  Króliki, jako zwierzęta roślinożerne o długim przewodzie pokarmowym, jedzą przez większość czasu. Zaburzenia ścierania się zębów skutkować mogą tworzeniem się ostrych „dziobów” na krawędziach, które kaleczą język, policzki i dziąsła. Jest to dla zwierzęcia bolesne, przez co mimo apetytu, może ono mniej jeść lub nawet przestać w ogóle pobierać pokarm. (Czasami pierwszym objawem obserwowanym przez właścicieli jest zmniejszenie wielkości i ilości króliczych bobków). W skrajnych przypadkach, jeśli nie podejmie się leczenia, takie króliki mogą nawet umrzeć z głodu.

W niektórych sytuacjach tworzą się też ropnie okołozębowe, a nieleczone potrafią nawet uszkadzać strukturę kości żuchwy i szczęki, penetrować do nozdrzy lub przestrzeni za gałką oczną (może nawet wystąpić wytrzesz lub wypadnięcie gałki).

Mając świadomość tych problemów, oprócz corocznych kontrolnych badań krwi, wykonujemy również kontrolne zdjęcia RTG zębów naszych królików. Takie zdjęcia robi się w przynajmniej sześciu różnych projekcjach – obraz lewej i prawej strony może się nakładać, więc powinno się naświetlić czaszkę pod różnymi kątami, by można było ocenić je jak najdokładniej.

17838627_1812155465464917_816347514_o

Ponieważ od pewnego czasu Marceli robił również nieco mniejsze bobki, podejrzewaliśmy, że może mieć problem stomatologiczny. Niestety podejrzenia się potwierdziły i na rentgenie widać było niewielkie zmiany po lewej stronie. Udaliśmy się na dodatkowe badanie do przychodni weterynaryjnej Sowa „Egzotica”, do zaprzyjaźnionej pani doktor Pauli Dziubińskiej – Bartylak – specjalisty od króliczych problemów. W badaniu videoskopowym okazało się, że w jamie ustnej nie ma żadnych uszkodzeń, ale powstały niewielkie dzioby na zębach. Postanowiliśmy nie czekać, aż problem się pogłębi i działać. Tym bardziej, że wyniki krwi Poli i Marcela były dobre, więc nie było pod tym względem żadnych przeciwwskazań do zabiegu.

17522113_1809958252351305_1468101901_o

Jeśli pamiętacie – innym problemem u Marcela są nawracające zapalenia spojówek prawego oka. Niestety wskutek tego na dolnej powiece pojawił się tzw. entropion – wywinięcie brzegu powiekowego do wewnątrz, przez co rzęsy mogą ocierać rogówkę. Przy jednym znieczuleniu chcieliśmy naprawić również tę wadę. Królik już od jakiegoś czasu otrzymywał leki okulistyczne, by zmniejszyć stan zapalny i dodatkowo nawilżyć oko.

17837072_1809956795684784_278369157_o

W ostatnią środę na obydwa zabiegi – korekcję powieki i spiłowanie zębów – pojechaliśmy do przychodni weterynaryjnej Sowa w Solcu Kujawskim, gdzie możliwe jest znieczulenie wziewne. Kiedy Marceli już zasnął, wygoliłam okolicę prawego oka, a na rogówkę nałożyłam specjalny żel – większość zwierząt nie zamyka oczu w znieczuleniu, przez co może dochodzić do jej wysychania i problemów okulistycznych. Po przygotowaniu i dezynfekcji miejsca zabiegu, doktor Paula założyła dwa szwy na dolną powiekę ustawiając ją w prawidłowej pozycji. Potem przyszła kolej na korekcje zębów. Do tego trzeba było ułożyć królika w specjalnym rozwieraczu do szczęk. Inaczej nie byłoby możliwe dobre dojście do jamy ustnej. Znieczulenie podłączone było tak, by gaz docierał do nozdrzy Marcela. Nie zdecydowaliśmy się na intubację, ponieważ rurka mogłaby przeszkadzać.

Przy otwartej jamie ustnej było wyraźnie widać różnice pomiędzy linią zębów po prawej i lewej stronie. Po lewej ponad powierzchnię trącą, od strony języka wystawały ostre krawędzie, które miały być spiłowane. I tak doktor Paula zajęła się ich ścieraniem, a ja nadzorowałam znieczulenie. Na koniec jeszcze wszystkie zęby zostały obejrzane i sprawdzone. Okazało się, że po prawej stronie zaczął się tworzyć niewielki ropień w okolicy ostatniego trzonowca. Ten ząb określany jest jako tzw. „ząb resztkowy” i nie jest niezbędny do rozgryzania pokarmu. Dlatego podjęliśmy decyzje o jego usunięciu. Ząbek po wyjęciu wyglądał jak ziarenko ryżu, więc chyba Marceli nie odczuje jego braku.

17820403_1809958002351330_1587017115_o

Królik na koniec otrzymał jeszcze leki osłonowe na wątrobę, antybiotyk, leki przeciwbólowe, a także leki wspomagające perystaltykę. Po znieczuleniu może dochodzić do zaburzeń pracy przewodu pokarmowego, który u królików jest dość długi, więc nie chcieliśmy żeby doszło tutaj do powikłań.

Marceli bardzo ładnie i szybko wybudził się z narkozy. Po powrocie do domu zjadł z apetytem prawie całą marchewkę (Pola trochę pomagała 😉 ). Chociaż z podgoloną prawą stroną pyszczka wygląda dziwacznie, to czuje się bardzo dobrze.

Jeszcze przez jakiś czas będzie otrzymywał leki, a za dwa tygodnie czeka go kontrolne zdjęcie RTG zgryzu.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z zabiegu i cieszymy się, że tak szybko udało się wszystko ogarnąć. Cała sytuacja po raz kolejny dowodzi, jak ważne są badania kontrolne i monitorowanie stanu zdrowia naszych podopiecznych, nawet jeśli nie dzieje się nic poważnego.

A u Was? Kiedy ostatnio sprawdzaliście stan zdrowia Waszych zwierzaków? 🙂