Adamant Royal Symphony

Ponad dwa  miesiące temu wróciliśmy z Czech z dodatkowym domownikiem. Wbrew podejrzeniom niektórych – nie był to nowy kociak do hodowli. Tajemniczym gościem był Adamant Royal Symphony – kocur z ukraińskiej hodowli, który wówczas przebywał w hodowli Fancy Diamonds*CZ. Adamant – znany też jako Mańczik, a przez nas roboczo nazywany – Mańkiem, przyjechał do nas jako partner dla Helenki i przyszły tata jej ostatniego miotu.

Ponieważ Hela w grudniu kończy 8 lat, po tym miocie, będzie kończyła swoją karierę hodowlaną i dołączy do Elmy i Whisper, na zasłużonej emeryturze. Mamy jednak nadzieję, że zanim to nastąpi, będzie nam dane pozostawić w hodowli jej córkę – o ile urodzi się dziewczynka. By cały ten plan miał rację bytu – ojcem ostatniego miotu Helenki nie może być Codzik.

Adamant to kilkuletni kocurek w umaszczeniu blue tabby point. Jest ładnie wybarwiony, ma krótką i aksamitną sierść. Wyróżnia go także intensywny niebieski kolor oka. 

Maniek przyjechał do nas na początku sierpnia. W pierwszych dniach miał wykonane podstawowe badania (krew, testy FIV i FeLV, wymazy z napletka). Daliśmy mu dwa tygodnie na zaaklimatyzowanie się i oswojenie z nową sytuacją. W międzyczasie miał możliwość poznać Joey-ego, którego mógł obserwować przez ściankę działową w kocich pokojach. Był to też czas zaznajamiania kotów ze swoimi zapachami, by późniejsze nawiązanie relacji przebiegło łatwiej i bez incydentów.

Początkowo Adamant był nieco nieśmiały i kiedy któreś z nas wchodziło do pokoju – chował się do jednej z budek lub pozostawionego w tym celu transportera. By ułatwić mu przyzwyczajenie się do nowego miejsca, korzystaliśmy m.in. z kocich feromonów do kontaktu i specjalnej muzyki. Z czasem kociak poczuł się pewniej w nowym otoczeniu i wręcz dopraszał się o pieszczoty kiedy ktoś wchodził do jego pokoju. My z kolei mieliśmy okazję zaobserwować jakie ma preferencje np. w kwestii karmy, przysmaków, czy zabawek. Dodatkowo przekonaliśmy się, że Adamant pasuje do naszej rodziny, chociażby z talentem do głupich min.

Co prawda Maniek reagował na piórka na patyku, ale bardziej ożywiał się polując na laser. Oczywiście zabawa czerwoną kropką musiała kończyć się karmą lub przynajmniej pastą na kłaczki, żeby chłopak miał poczucie spełnionego obowiązku łowcy (polowanie w naturze kończy się posiłkiem). Jeśli zaś chodzi o samodzielne zajęcia, to Adamant zdecydowanie wolał piłki z dzwoneczkiem zamiast standardowych pluszowych myszek. Kong z kocimiętką mógł obok niego leżeć nie ciesząc się szczególną uwagą, ale śmierdzi-fretka już nie byłą zostawiona sama sobie.

Po około dwóch tygodniach zdecydowaliśmy się po raz pierwszy wypuścić go na mieszkanie z resztą naszych kotów.

Ponieważ Adamant jest niekastrowanym kocurem, a w domu są też inne samce – Dziabąg, Codzik i na początku także Cookie i Charlie, chcieliśmy zapobiec ewentualnym incydentom posikiwania po domu. Dlatego przed wyjściem z pokoju Maniek miał zakładane specjalne stringi dla kocura.

Okazało się, że jest bardzo inteligentnym i szybko uczącym się kotem. Jak tylko zrozumiał, że nie ma szansy na wyjście bez gatek, sam wskakiwał na półkę drapaka, żeby mu je założyć. Wystarczyło mu powiedzieć komendę „daj nóżkę”, żeby można było przełożyć pasek, a Maniek sam przekładał się by umożliwić wszystkie czynności potrzebne do zapięcia stringów. A potem zadowolony, wychodził z pokoju na hasło „No idź”. Co do samego posikiwania – kiedy był luzem po domu, nie zauważyliśmy żadnych problemów. W nocy, gdy był sam w kocim pokoju, zdarzało mu się siknąć poza kuwetą. Podejrzewam jednak, że była to oznaka frustracji w związku z ograniczeniem terenu.

Adamant okazał się nie tylko mądry, ale też łagodny, jak tylko niekastrowany kocur potrafi. Mimo zaczepek i poprychiwania Cookiego i Charliego (chłopaki chyba się bali większego samca), ani razu nie dał się sprowokować. Cody czasami trochę próbował go wyprowadzić z równowagi np. ciągłym gapieniem się, kiedy Maniek położył się na naszym łóżku, ale nawet to nie prowadziło do konfliktów. Sami byliśmy zdziwieni, że stado 8 kotów jest w stanie funkcjonować w ten sposób. Gdyby nie ugodowy charakter i spolegliwość Adamanta, pewnie nie byłoby to możliwe.

W stosunku do ludzi Adamant jest bardzo towarzyskim i uczuciowym kotem. Czasem odnosiliśmy wrażenie, że gdyby mógł, to miziałby się od rana do wieczora i mruczał do ucha. Chociaż chyba nie za bardzo lubi noszenie na rękach, to dopóki było drapanie za uszkiem, nie zgłaszał protestów. Na kanapie często kładł się gdzieś obok, by można było go głaskać.

W domu do spania najczęściej wybierał budki, chociaż bywały też sytuacje, gdzie nie mógł się zdecydować i np. siadał na legowisku, a za chwilę zmieniał miejsce. Towarzystwo innych kotów było mile widziane, nawet kiedy gdzieś obok siadał Codzik, czy Charlie – albo obaj na raz. 

Kiedy przyszło do spełnienia celu jego wizyty – czyli randkowania z Helenką, Maniek szybko ją do siebie przekonał. Często widzieliśmy ich siedzących razem na półce nad drzwiami, albo jedzących obok siebie.

Maniek okazał się też nie lada gadułą i próby nawiązania rozmowy dotyczyły zarówno naszych kocich dziewczyn, jak i ludzi. Jego sposób miauczenia trochę przypomina meczenie kozy, ale nie mieliśmy większego problemu zrozumieć o co mu chodzi – zazwyczaj była to prośba o głaskanie, wypuszczenie z pokoju, albo jedzenie.

Jeśli chodzi o podróżowanie, to w obie strony Adamant był wzorowym pasażerem. Droga do Pragi zajmowała nam około 7 godzin. Cały czas Maniek grzecznie siedział w transporterze i drzemał. Raz tylko dał o sobie znać – kiedy wróciliśmy po posiłku do samochodu, zakomunikował, że on też jest głodny.

Przyznam, że po zawiezieniu go z powrotem do Pragi, ciężko nam było się z nim pożegnać. Adamant zauroczył nas swoim łagodnym, zrównoważonym usposobieniem i przyjaznym, bezproblemowym, pro-ludzki charakterem. Mimo czekających na nas w domu kotów, trochę jednak będziemy za nim tęsknić. I już nie możemy się doczekać kociaków po nim i Helence.