Viosna reaktywacja

Jak wielu zapewne zauważyło, przez ostatnio rok, nie pojawiały się nowe posty na naszej hodowlanej stronie. Czasem wrzucałam zdjęcia na Viosnowym facebooku, byście wiedzieli, że nadal „żyjemy”. Cała ta sytuacja podyktowana była głównie moim stanem zdrowia. Jest pewna choroba, która dotyka wielu lekarzy weterynarii, a w czasach covida, coraz więcej ludzi niezależnie od zawodu.

Na początku lutego zdiagnozowano u mnie depresję i stany lękowe, które w znacznym stopniu utrudniały mi codzienne funkcjonowanie. Na dłuższy czas musiałam zrezygnować z pracy, by zmniejszyć poziom przemęczenia i stresu. Ponieważ moje życie, to nie tylko weterynaria, zapadła również decyzja o „przerwie technicznej” w hodowli. Przy okazji dało to też szansę na dłuższy odpoczynek naszym kotom. Zastanawialiśmy się jeszcze nad ostatnim kryciem u Elmirki, która w czerwcu kończyła 8 lat, ale ostatecznie też daliśmy spokój.

W kwietniu wróciłam do pracy w lecznicy, jednak postanowiłam do końca roku odpuścić wszystkie tematy, które mogły być źródłem niepotrzebnego stresu. Nie chciałam dodatkowo zadręczać się, że powinnam napisać jeszcze mnóstwo postów o wszystkim co się u nas dzieje, a nie mam na to siły albo motywacji. Nie tylko strona hodowli pozostawała w cieniu, również mój projekt Kociego Weterynarza stanął w miejscu.

Depresja wśród lekarzy weterynarii stanowi bardzo duży problem. Mogłoby się wydawać, że zawód należy do przyjemnych i satysfakcjonujących i czasem taki bywa. Mimo to niesie ze sobą również spory stres, odpowiedzialność i presję społeczną. To jednak temat na osobnego posta.

Sama choroba często bywa bagatelizowana i traktowana przez niektórych jako wymówka lenistwa. W praktyce depresja zależy od wielu czynników, jednak u jej podłoża leżą zaburzenia hormonalne (m.in. wskutek długotrwałego działania hormonów stresu, np. kortyzolu), wpływające na wydzielanie mediatorów układu nerwowego. Nie bez znaczenia pozostałe również długotrwały stan zapalny mogący wpływać na powyższe. Około 30-37% przypadków depresji może mieć podłoże dziedziczne.

Po diagnozie, chwilę zajęło mi przekonanie otoczenia, że moja choroba, to nie wygodna wymówka dla lenistwa. Trochę pracy kosztowalo mnie pozwolenie sobie na odpoczynek. Brak siły i mobilizacji do działania, był dodatkowym źródłem wyrzutów sumienia i gorszego samopoczucia. Osoby cierpiące na depresję często słyszą, żeby „myśleć pozytywnie”, „iść pobiegać albo poćwiczyć, bo to produkuje endorfiny”, „przestać narzekać, bo życie jest piękne”, albo, że „przecież nie mają powodu się smucić” i żeby „zjedli czekoladę”, to będą weselsi”. Cóż, choroby nie leczy się czekoladą, niezależnie od tego jaka jest smaczna. Moje ulubione porównanie w tym temacie, to tak jakby powiedzieć cukrzykowi, żeby nie jadł ciastek, to nie będzie miał cukrzycy. Z resztą to też byłby temat na osobnego posta.

Wracając jednak do tego, co sprowadza Was na tę stronę, czyli hodowli kotów tajskich…

Miniony rok był okresem braku aktywności na stronie, jednak nie znaczy to, że kompletnie nic się u nas nie działo. W kolejnych postach, postaram się dokładniej opisać co się pozmieniało, a co nie. Na razie napiszę ogólnie, czego możecie się w nich spodziewać.

Na początku roku trafiła do nas na dom tymczasowy Adela, kotka którą udało mi się w listopadzie 2020r. wyciągnąć z zapalenia opon mózgowych, a potem także z ciężkiego zapalenia płuc. Wyglądała wtedy jak siedem nieszczęść. 

Po chorobie neurologicznej ma niestety pewne zaburzenia poznawcze, które znacznie utrudniają znalezienie jej domu. W efekcie nadal mieszka z nami, chociaż naprawdę chciałabym, żeby miała kogoś, kto będzie kochał tylko ją i poświecił jej więcej czasu niż my możemy opiekując się jednocześnie 6 innymi kotami i kangurem oraz pracując na pełnych etatach.

W lutym mieliśmy epizod sraczkowy w hodowli, który zadecydował o mojej wizycie u psychiatry. Na szczęście koci problem udało się ogarnąć w miarę szybko i bez powikłań. Maluchy, które wówczas u nas były pojechały do domu z opóźnieniem, ale zdrowe.

Na początku roku zapadła decyzja, że Joey zostaje z nami na stałe. Specjalnie pod niego wymienialiśmy płot na wysokie panele i wysiewaliśmy specjalna trawę w części ogrodu, żeby miał swoje „pastwisko”.  Tym samym jeden z kocich pokoi praktycznie stał się kangurzym lokum. Koty niespecjalnie zadowolone – zwłaszcza Helenka, która uwielbia się wygrzewać na tamtym grzejniku.

Joey stał się już dorosłym kangurem, ale wbrew moim obawom, nie mamy z nim żadnych problemów z tego powodu, czy prób dominacji. Dzięki temu jeszcze zachował swojej jajka, bo w razie czego mieliśmy w planach kastrację.  Możecie się spodziewać, że wkrótce Joey będzie miał również swój profil w dziale „Inni domownicy”.

W czerwcu Elma przeszła na zasłużoną emeryturę.  Z jednej strony było nam strasznie żal, bo to nasza najwyżej utytułowana dziewczyna i pewnie gdyby nie covid i odwołane wystawy, to sięgnęłaby jeszcze wyżej. A z drugiej strony – zapracowała sobie na święty spokój. Emerytura jej służy – trochę przytyła, bez rujowych huśtawek hormonalnych bywa, że zachowuje się jak mały kociak.

Na dłuższą chwilę pozostała z nami Blue, córka Elmy i Codzika. Jest najbardziej rozgadanym kotem jakiego mieliśmy. Aportuje zabawki częściej niż Codzik i można z nią zrobić dosłownie wszystko. A do tego jest ładna 🙂

Badania kontrolne 2021 wypadły w porządku. W pierwszej połowie roku Dziabąg zaliczył konsultację nefrologiczną w Warszawie w związku z postępującą atrofią jednej nerki. Na szczęście zarówno wtedy, jak i w kolejnych badaniach krwi, parametry ma w normie.

Codzik na czas wstrzymania hodowli, bardzo dobrze funkcjonuje na tymczasowej blokadzie hormonalnej. Helenka, też z tego powodu nie narzeka.

Pod koniec roku Whisper, która skończyła w kwietniu 12 lat, zaczęła mieć pierwsze problemy ze stawami. Na szczęście ładnie reaguje na leki przeciw zwyrodnieniowe.

Badania krwi w minionym roku również wypadły pomyślnie. Korzystając z przerwy mogliśmy na spokojnie zaplanować i zrobić wszystkim (oprócz Blue i Adeli) zabiegi sanacji (czyszczenia zębów). Liczę, że kolejny zaczynamy w dobrej kondycji i z dobrą perspektywą.