Zdrowie Whisper cz 4

Noc z soboty na niedzielę udało mi się przespać. Resztę weekendu spędziłam głównie poświęcając uwagę Whisper. Powoli oswajałam się z myślą, że będziemy przechodzić 6 miesięczną chemioterapię. Liczyłam, że dzięki temu kotka pożyje z nami jeszcze kilka lat dłużej. Starałam się szukać dobrych stron. Doświadczenie związane z leczeniem własnego kota może okazać się przydatne w podobnych przypadkach u moich pacjentów. Przerwa w hodowli, była co prawda wymuszona, ale miałam nadzieję wykorzystać również tę sytuację. W planach początkowo pojawiły się wystawy i skończenie tytułów Elmie i Heli, ale ostatecznie wycofaliśmy się z tego pomysłu. Nie chcieliśmy przywieźć czegoś do domu, co mogło zagrozić Whisper. Stanęło na tym, że wykorzystamy ten czas na wyczyszczenie kotom zębów i ogólny odpoczynek od kociaków.

W poniedziałek pobraliśmy krew na kontrolną morfologię i biochemię. Whisper cały czas dostawała antybiotyk z uwagi na biopsję nerki i zapalenie pęcherza, czekaliśmy na wyniki, by móc go odstawić. Z wprowadzeniem chemii postanowiłam poczekać do środy. Chcieliśmy tak rozplanować terapię, by dostosować ją również do naszego trybu życia przez kolejne pół roku. W grę wchodziły kąpiele Whisper, sprzątanie i dezynfekcja domu przed jej wypuszczeniem (z uwagi na swoją pracę, wolałam wyeliminować ryzyko infekcji u kotki w trakcie chemioterapii).  Najwygodniej było robić to w okolicy weekendu, a ja miałam jeszcze zjazdy ze specjalizacji w Olsztynie.

W środę, jeszcze przed podaniem chemioterapii, zauważyłam u Whisper nienaturalnie rozszerzone źrenice, które nie reagowały prawidłowo na światło. Nie wiedziałam co się dzieje. Kotka miała zaburzenia widzenia. W pierwszym odruchu zmierzyłam jej ciśnienie (nadciśnienie może powodować objawy okulistyczne), jednak parametry miała w normie. Podobnie ciśnienie śródgałkowe. W badaniu klinicznym i wykonanym na szybko badaniu krwi nie było odchyleń od normy. Początkowo wiązałam te objawy ze stwierdzonym dopiero co chłoniakiem, jednak doktor Estera Zawłocka – Hutny, do której odezwałam się w tej sprawie, nie potwierdziła takich powikłań.

Z dwojga złego „cieszyłam się”, że nie podałam jej jeszcze chemii, bo z pewnością powiązałabym to z lekiem. Ale skoro go nie dostała, to nie było to. Dzięki temu uniknęłam „zmyłki” w dalszych poszukiwaniach.

Przekopywanie internetu i dedukowanie, co mogło spowodować takie objawy zajęło mi cały dzień. Znalazłam kilka możliwych przyczyn, jednak ta, która najbardziej pasowała, wydawała się mało prawdopodobna. Znalazłam doniesienia, że w rzadkich sytuacjach ( jeden na 270 tys! Pacjentów) enrofloksacyna może powodować uszkodzenia siatkówki u zwierząt. Kilku znajomych lekarzy twierdziło, iż za bardzo wymyślam i niemożliwe, żebym miała do czynienia z takim problemem. Tym bardziej, że jest to dość powszechnie stosowany lek, a mało kto słyszał o takich powikłaniach. Jednak intuicja i znalezione artykuły naukowe, podpowiadały, że to dobry kierunek. Chociaż wolałabym się mylić. Dokładny schemat powstawnia takich zaburzeń nie jest do końca poznany, a proces w większości przypadków jest nieodwracalny i prowadzi do ślepoty.

Postanowiłam swoje obawy zweryfikować na forum okulistyki weterynaryjnej. Niestety wielu lekarzy potwierdziło, że taki problem – rzadko, ale jednak występuje u zwierząt. Na jednej uczelni trwają nawet badania w kierunku leczenia takich powikłań. Podobno w kilku przypadkach udało się przywrócić częściowe widzenie u pacjentów, ale ogólne prognozy nie były zbyt optymistyczne.

Z tego co wyczytałam w kilku źródłach, przyczyną problemu są zaburzenia w obrębie siatkówki, które uwrażliwiają ją nadmiernie na światło. Dodatkowo dochodzi do zaburzeń krążenia w jej obrębie i zaniku naczyń krwionośnych. Gorzej ukrwiona i odżywiona siatkówka traci swoje właściwości i dochodzi do trwałej ślepoty. Dla leczenie kluczowe są pierwsze dni, do tygodnia, od wystąpienia objawów.

Byłam na skraju załamania. Najpierw z trudem zbierałam się po diagnozie chłoniaka, a teraz musiałam zmierzyć się z perspektywą utraty wzroku u Whisper. Obwiniałam się, że to moja wina, bo to ja ustawiłam jej antybiotyk na drogi moczowe. Mimo, że nie można  było przewidzieć powikłań, większość moich znajomych lekarzy nigdy nie miała tego typu efektów ubocznych, albo nawet o nich nie słyszała, ja i tak nie mogłam tego przeboleć. W takich sytuacjach człowiek zaczyna wątpić w siebie i podważać nawet sens swojej pracy. Rozważałam już czy nie przerzucić się na inny zawód, skoro nie potrafię ustrzec swoich kotów przed takimi sytuacjami….

Jedyne co mogłam zrobić, to minimalizować powikłania. Antybiotyk odstawiliśmy praktycznie od razu, gdy tylko zaczęłam podejrzewać, że może być przyczyną. Whisper otrzymała specjalnie zamówiony preparat wielowitaminowy, wspomagający funkcjonowanie narządu wzroku. Dodatkowo dostawała leki wspomagające krążenie w drobnych naczyniach, by usprawnić ukrwienie siatkówki. Biorąc pod uwagę zwiększoną wrażliwość siatkówki na światło, postanowiliśmy na kolejny tydzień odseparować ją w kocim pokoju bez dostępu światła. Co więcej sami przez ten czas funkcjonowaliśmy praktycznie po ciemku. Wyłączyliśmy listwy przypodłogowe, rano przygotowywaliśmy się do pracy przy słabym świetle z telefonu, w ciągu dnia rolety były zasłonięte. Kuwety i miski u Whisper sprzątaliśmy po ciemku. Nie było to łatwe, ale przynajmniej tyle mogliśmy zrobić. Na szczęście w tym okresie (koniec stycznia), dzień był dosyć krótki. Pozostałe koty funkcjonowały wówczas głównie w salonie, gdzie okno nie było zasłonięte. Rozpoczęcie chemioterapii postanowiliśmy odłożyć do czasu ustabilizowania się sytuacji.

Po około 10 dniach (na wszelki wypadek wydłużyliśmy okres ochronny), stopniowo wracaliśmy do normalnego funkcjonowania w kwestii światła. Whisper wciąż otrzymywała suplementy i leki na krążenie. Z tego co byliśmy w stanie zauważyć, to utrata wzroku nie była całkowita, jednak jego funkcjonowanie nie wróciło do normy.

W badaniu okulistycznym widoczne były zaniki naczyń krwionośnych. Niestety ten stan się nie poprawiał mimo stosowanych leków. Konsultacja u doktora Garncarza nie pozostawiała złudzeń – według badania, utrata wzroku była niemal całkowita. Po Whisper tego nie widać, kotka funkcjonuje prawie jak przed powikłaniami. Z pewnością rekompensują jej to pozostałe zmysły. Węch, ruch powietrza wyczuwany przez wibrysy, słuch i pamięć, pomagają jej się odnaleźć w mieszkaniu (od tego czasu staramy się nie zmieniać ustawienia mebli i in.). Naszym zdaniem Whisper zachowała jednak szczątkowe widzenie. Zamknięta w kocim pokoju, za drzwiami, nie jest w stanie wyłapać ruchu powietrza za szybą, a mimo to zdarza jej się podążać za ruszającą się ręką lub zabawką (nie wydającą dźwięków).

Z trudem (bo wciąż obwiniam o to siebie), ale oswoiłam się z tym, że Whisper niedowidzi. Z dwojga złego, cieszę się, że tak dobrze sobie z tym radzi. Mimo przesunięcia się terminu rozpoczęcia chemioterapii, dobrze, że nie dostała jej początkowo według planu. Inaczej pewnie nie doszłabym do tego, co było przyczyną utraty wzroku i wiązałabym to z powikłaniem po innym leku niż w rzeczywistości. Po tej sytuacji zweryfikowałam także antybiotyki stosowane w pracy u pacjentów. Nawet jeśli tego typu problem pojawia się u 1/240 000  pacjentów, a pomaga pozostałym 239 000, to dla tego jednego zwierzęcia nie będę ryzykować. Na szczęście w przypadku enrofloksacyny, można zastosować zamiennik – marbofloksacynę, która nie niesie ze sobą takich powikłań.