Zdrowie Whisper cz 2
Po poprzednich badaniach u Whisper i wdrożeniu leczenia (opisywane TUTAJ), nadszedł czas na kontrolę. Kotka przez cały czas czuła się świetnie, jedynym niepokojącym objawem było wylizywanie brzucha. Tego typu zachowanie często obserwuję u pacjentów mających problemy z brzuchem. Bóle wywołane mogą być zapaleniem pęcherza, zapaleniem przewodu pokarmowego, cystami jajnikowymi i in. W rzadkich przypadkach może to być także związane ze stresem (można to porównać do obgryzania paznokci u ludzi).
Niestety, w badaniu USG zmiany w jelitach utrzymywały się na podobnym poziomie. Dodatkowo warstwa korowa nerek była nieco jaśniejsza niż powinna. Może to być związane z wiekiem kotki, ale biorąc pod uwagę pozostałe zmiany zapaliło mi się czerwone światełko. Węzły chłonne krezkowe były powiększone, co może występować przy stanach zapalnych lub chorobach nowotworowych.
Postanowiliśmy o dalszej diagnostyce, która niestety była bardziej inwazyjna niż np. USG czy badanie krwi. Potwierdzenie lub wykluczenie IBD (nieswoistego zapalenia jelit) daje dopiero badanie histopatologiczne. Do badania potrzebne są wycinki zmienionych narządów – w tym wypadku węzłów chłonnych i fragmentów ściany jelita.
Zabieg początkowo umówiony został na początek grudnia, jednak Whisper dostała kataru kilka dni wcześniej. Musieliśmy ją wzmocnić i podnieść odporność, a zabieg trzeba było przełożyć. Na szczęście kotka już po paru dniach czuła się super. Mimo to woleliśmy jeszcze trochę odczekać.
Na początku stycznia Sally i Sidney miały umówiony termin kastracji. Przy okazji wizyty w lecznicy zabraliśmy także Whisper na kolejne pobranie krwi. Część parametrów mieliśmy dość szybko, na pozostałe trzeba było poczekać. Tym razem witamina B12 znów była w granicach normy. Jednak cały czas była suplementowana (czyli dawka, jaką dostawała była właściwa 😊). Parametry wątrobowe i trzustkowo-jelitowe również nie budziły zastrzeżeń. Mocznik – jeden z parametrów nerkowych mieścił się w granicach normy. Kreatynina pozornie również. Pozornie.
Niektóre laboratoria podają normy kreatyniny u kotów nawet do 168. Jednak według IRIS (International Renal Interest Society – Międzynarodowe Towarzystwo Nefrologiczne) górną granicą u kotów powinno być 140. U Whisper kreatynina wynosiła 148.
Jak pisałam w poprzednim poście przy okazji badań Dziabączka (TUTAJ), kreatynina jest parametrem, który może być zafałszowany przez różne czynniki. Dlatego też zleciliśmy dodatkowo badanie poziomu fosforu i SDMA. SDMA jest biomarkerem wydolności nerek bardziej niezależnym niż kreatynina. Wysoki poziom fosforu może z kolei powodować zmiany endokrynologiczne (poprzez działanie na przytarczyce), które będą wymuszały nasiloną pracę nerek.
Fosfor był w granicach normy i dodatkowo na odpowiednim poziomie (w przypadku pacjentów nefrologicznych pożądana wartość fosforu jest niższa, niż górna granica dla kotów „zdrowych”). Niestety SDMA było zawyżone. Przy normie (0-14), u Whisper ten parametr wynosił około 17.
Czasem bycie lekarzem okazuje się dla mnie niekorzystne, jeśli chodzi o nasze własne koty. Zawsze mam nadzieję na najlepszą wersję, ale wiedząc czego się można spodziewać, obawiam się najgorszego. W przypadku pacjentów w lecznicy staram się zachować pewien dystans. Przy naszych futrzakach załącza mi się tryb paniki. W jednym i drugim przypadku wiem jak należy postąpić, ale w tym naszym towarzyszy mi strach o nasze koty. Lęk przed rzeczami, na które mogę nie mieć wpływu.
Nieswoiste zapalenie jelit może w badaniu USG dawać podobny obraz jak wczesny etap chłoniaka (choroba nowotworowa). U kotów to drugie schorzenie może przebiegać w wielu postaciach, np. chłoniak nerek, chłoniak wielopostaciowy przewodu pokarmowego i in. W klasyfikacji pod kątem „złośliwości/zaawansowania”, wyróżnia się tzw. chłoniaka bez objawów klinicznych i z objawami – ten jest gorszy. Wczesna diagnostyka chorób nowotworowych jest kluczowa dla dalszego leczenia i może mieć znaczny wpływ na czas przeżycia. (Np. chemioteramia przy wczesnym etapie może dać czas remisji średni do 2-3 lat, przy późno wykrytej, zaawansowanej chorobie – ok. 3 mies.).
Mając w diagnostyce różnicowej takie podejrzenia, podjęliśmy trudną, ale moim zdaniem słuszną decyzję. Mimo nieco zawyżonych parametrów nerkowych zdecydowaliśmy się na zabieg. Nie mieliśmy pewności, czy parametry nerkowe nie będą się pogarszać – a to oznaczałoby, że lepszego momentu nie będzie. Dołożyliśmy wszelkich starań, by wszystko odbyło się w najbezpieczniejszy sposób. Nawet pacjenci z niewydolnością nerek (póki co Whisper nie kwalifikuje się jeszcze do tej grupy), są poddawani zabiegom w znieczuleniu jeśli jest taka konieczność. Po prostu postępowanie przed, śród- i po zabiegowe odpowiednio dostosowuje się do pacjenta (np. podając wcześniej płyny, tlen, dobierając schemat znieczulenia itp.).
W przypadku Whisper – ryzyko znieczulenia było niewielkie. Sam zabieg niestety był dość inwazyjny, ale w inny sposób nie można było postawić diagnozy. W trakcie laparotomii zdecydowaliśmy pobrać próbki zmienionych węzłów chłonnych, 1 lub 2 wycinki ze ściany jelit cienkich. Dodatkowo z uwagi na podwyższone parametry nerkowe i zmiany nerek w USG – także biopsję tego narządu. Ważne w jej przypadku było również badanie moczu. Ponieważ kotka stresuje się w gabinecie, a i tak miała być znieczulana, postanowiliśmy, żeby próbkę moczu pobrać również w trakcie zabiegu.
Przygotowania Whisper zaczęły się jeszcze przed zabiegiem. Kotka miała zmierzone ponownie ciśnienie, które na szczęście było w normie. W czwartek wieczorem, zaraz po naszym powrocie z urlopu, dostała leki przeciwwymiotne oraz lek wyciszający i zarazem przeciwbólowy – gabapentynę. Jest ona zalecana dzień wcześniej w przypadku wizyt w lecznicy kotów lękliwych i stresujących się.
W piątek rano zjadła jeszcze lekkie śniadanie o takiej porze, żeby do znieczulenia być 5-6 godzin na czczo. W przypadku kotów nie jest wymagana dłuższa głodówka, tym bardziej, że są na nią bardziej wrażliwe niż, np. psy.
Whisper jest kotką, która nie najlepiej znosi narkozę – o czym mogliśmy się przekonać wcześniej m.in. podczas sanacji jamy ustnej czy kastracji. Czasami dojście do siebie zajmuje jej nawet 48 h. W porównaniu do kociaków, które kastrujemy przed wydaniem do domu, to bardzo długo. Maluchy już 1-2 h po wszystkim biegają jakby nic się nie stało (ot przy okazji kolejny argument za wczesną kastracją).
Zależało nam na jak najmniej inwazyjnej narkozie i sprawnym przebiegu samego zabiegu. Dlatego pojechaliśmy do lecznicy Aura w Łochowie k.Bydgoszczy, która dysponuje zaawansowanym sprzętem do anestezjologii wziewnej. Zabieg wykonał doktor Rafał Bernacki, który zajmuje się głównie chirurgią i ortopedią. Asystowała mu jedna z moich uczennic w technikum weterynaryjnym, zeszłoroczna absolwentka – Agata Brożek. Nad znieczuleniem Whisper czuwała Agnieszka Wejna – wykwalifikowana pielęgniarka weterynaryjna, absolwentka Royal Veterinary Collage. Leki do sedacji ustaliliśmy wcześniej wspólnie, biorąc pod uwagę ich wpływ na nerki. Kotka już w czasie premedykacji dostawała tlen (nerki zużywają go sporo). Podczas zabiegu Whisper leżała na poduszce grzewczej i kontrolowane były jej parametry życiowe. Po wstępnym znieczuleniu nie towarzyszyłam jej przez cały przebieg zabiegu. Zarówno by oszczędzić stresu sobie, jak i zespołowi, z którym znam się także poza lecznicą. Podchodziłam do stołu operacyjnego tylko przy ocenie narządów i podejmowaniu decyzji o miejscu i ilości pobierania próbek.
Po otwarciu jamy brzusznej okazało się, że powiększona jest znaczna ilość węzłów chłonnych krezkowych, a także ujścia biodrowo – ślepo – okrężniczego (w tej okolicy najwcześniej pojawiają się zmiany). Z dobrych wiadomości – makroskopowo (czyli „na oko”) narządy (trzustka, śledziona, jelita, nerki) nie były zmienione. Co może sugerować mało zaawansowany proces lub wycofywanie się zmian. Udało się pobrać potrzebne wycinki oraz biopsję nerki. Metodą cystocentezy uzyskaliśmy też próbkę moczu do badań (nakłucie pęcherza moczowego jest najlepszym sposobem pobrania m.in. w przypadku badań mikrobiologicznych – próbka nie ma zanieczyszczeń bakteriami z cewki moczowej i sromu). Pozostało zaszycie jamy brzusznej i przełożenie kotki do inkubatora na czas wybudzania. Zabieg przebiegł bez komplikacji. Samo znieczulenie też obyło się bez niespodzianek – Whisper spała spokojnie przez cały czas. Cel został osiągnięty, teoretycznie najgorsze mieliśmy za sobą.
Czemu teoretycznie? Ponieważ mimo naszych starań, dojście do siebie po zabiegu znów okazało się przeciągać w czasie. Whisper zabraliśmy do domu wybudzoną, ale jeszcze nie zachowywała się normalnie. Nie była to kwestia bólowa, bo pod tym względem dobrze ją zabezpieczyliśmy. W wieczór po zabiegu nie był chętna do jedzenia – ale mieliśmy w pogotowiu kroplówkę. Po jej podaniu poczuła się nieco lepiej, do miski jednak nie zaglądała. Dopiero w środku nocy udało się ją przekonać do kilku chrupek. To była pierwsza oznaka, że jej się poprawia.
Kolejnym wypatrywanym objawem był mocz – jego obecność informuje, że nerki działają. Miałam obawy, czy po wykonanej biopsji nerki, nie będzie z tym problemów. Wypatrywałam, czy np. nie będzie podbarwiony krwią i ile go w ogóle będzie. Pierwsza kuweta z siusianiem zaliczona była w sobotę popołudniu i to dopiero po przyniesieniu jej mości pani do… łózka (potem było pranie pościeli ze żwirku). Moczu było sporo – chyba adekwatnie do płynów podanych w kroplówce. Na szczęście kolor był prawidłowy 😊
Kotka była coraz aktywniejsza i zainteresowana otoczeniem, ale nadal nie bardzo chciała wychodzić z sypialni. Dopiero w niedzielę przespacerowała się na drapak do salonu. Szybko jednak wróciła do łóżka (może też dlatego, że leżał w nim chory Tomek?).
Z niecierpliwością czekałam na pierwszą kupę (z tego cieszą się głównie właściciele kotów i rodzice małych dzieci). Osłuchując brzuch wiedziałam, że perystaltyka przewodu pokarmowego jest zachowana. Co prawda późny powrót apetytu i jego słabe nasilenie kazało mi podejrzewać, że trochę sobie poczekam. Cały czas siedziała w łóżku w sypialnie, a my razem z nią. Czasem oboje, a chwilami na zmianę, żeby nie była sama.
W weekend odbywał się zjazd z mojej specjalizacji w Olsztynie. Biorąc pod uwagę, że pobrane od Whisper próbki miały być badane na Katedrze Anatomii Patologicznej mojej macierzystej uczelni – zabrałam je w niedzielę ze sobą na zajęcia. Co prawda w sobotę i niedzielę nikt tam nie pracował, ale dzięki uprzejmości koleżanki w Olsztynie – próbki miały dotrzeć do nich w poniedziałek rano. Zgranie czasowe wyszło idealnie, bo właśnie w poniedziałek minęły 3 dni od pobrania i utrwalenia w formalinie (przed dalszą obróbką próbki „marynują się” w niej właśnie 3 dni), co oznaczało, że bez dalszego czekania, będzie można je przygotowywać.
Na wynik wstępny musimy poczekać ok 7 dni – tyle zajmuje wykonanie preparatów i ocena mikroskopowa. Jeśli miałoby się potwierdzić najgorsze – chłoniak – od razu zaznaczyłam dalsze badania, by ocenić jaki (ma to kluczowe znaczenie dla leczenia). Jednak mam nadzieję, że akurat takich zmian nie stwierdzą. Mimo to czeka mnie kolejny tydzień w mega stresie. Whisper to nasza pierwsza kotka, przeżyła ze mną najwięcej, była moją jedyną towarzyszką podczas studiów i jestem z nią najbardziej zżyta z całej naszej ferajny. Jest też najstarsza w stadzie. Zawsze myślałam, że dożyje spokojnie do tych 20 lat i nadal mam taką nadzieję. Ale teraz czekając na wyniki – przyznaję, że mimo wszystko się boję…
Serdecznie dziękujemy całemu zespołowi Lecznicy Aura w Łochowie za wyrozumiałość, cierpliwość i profesjonalne podejście.









